Wątek: syn i marihuana
magdaL
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 9

Posted:
13.maj 2009 - 13:32

Błagam pomózcie bo juz nie wiem co robic..kilka miesiecy temu znalazłam u syna marihuane oczywiście wypierał sie że to nie jego dopiero jak Go przycisnęlam przyznał sie ze pali.
Były obietnice ze nie bedzie ajest coraz gorzej mam wrażenie ze juz pali codziennie..podrzuca mi kretynskie artykuły ze marihuana jest nieszkodliwa itp.stał sie arogancki,podejrzni koledzy pozne powroty do domu bo dwa miesiace temu skończył 18 lat wiec wg niego jest dorosły i co ja mogę mu zrobic..jestem załamana..byłam na rozmowie z psychologiem ktora kazała czekać i Go obserwować ale na co mam czekac az bedzie jeszcze gorzej.... proszę poradzcie ...on oczywiscie nie widzi problemu w tym ze pali twierdzi ze nie tak czesto jak ja myślę ze popadłam w obsesje a do psychologa nie pojdzie.Co robić????????
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 787

Posted:
13.maj 2009 - 18:09

Witam Cię magdal. Syn ma 18 lat trochę szkoda bo jest pełnoletni. Mój syn miał 17 jak poszedł do ośrodka. Teraz ma 22 lata i wychodzi z ośrodka leczenia uzależnień. Czyli w sumie zajeło mu ok 5 lat aby wyjść z tej choroby i zacząć trzeźwieć. Tez palił trawę przede wszystkim ale i amfa itd.. Nie brał w żyłę dzięki Bogu od dziecka się bał zastrzyków. Tak samo się zaklinał że nic nie bierze a potem że trawa nie jest szkodliwa. I tak przez gimnazjum do I klasy LO. Na początku drugiej klasy w październiku poszedł na leczenie wreszcie dojrzał pod naszym przymusem do tego kroku. Ale była to trudna droga. Zepsuliśmy mu komfort ćpania, sami jeździliśmy z żoną na spotkania dla rodziców dzieci narkomanów do MONARu. Tam nas nauczono m. in. jak mamy postępować. Pojechaliśmy też na początku z synem do poradni leczenia uzależnień MONAR aby przeprowadzili z nim wywiad czy jest uzależniony czego my byliśmy pewnie ale dla niego aby do niego to dotarło pojechaliśmy. No i tak pomału zaczęła się walka o życie syna. Ale najpier trzeba by moim zdaniem zdiagnozować syna czyli pójść do poradni leczenia uzależnień i z terapeutą spotkać wcześniej umawiając wizytę z praktyki wiem że to sa bardzo zajęci ludzie i można nie dostać się bez umówienia na godzinę. A syn jak nie bedzie chciał iść to niech się wyprowadzi z domu, jest pełnoletni jak uważa więc trzeba mu zepsuć komfort ćpania. Jak zobaczy że nie ma jedzenia i spania i trzymamy się ustaleń konsekwencja to podstawa to zmięknie i pójdzie. Czyli życzę wytrwałości wielu sił i KONSEKWENCJI w działaniu. moje gg 9267177 jak bys chciala pogadać, wiczorem jestem zazwyczaj chociaż nie widoczny. Jak napiszesz to się odezwę. Tylko nie załamuj się rodzice nie moga sobie pozwolić na taki komfort załamania, musimy działać i zmusić dziecko czyt. przekonać do leczenia jak jest taka potrzeba co się okaże po konsultacji.

Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
kleopatra
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 22

Posted:
13.maj 2009 - 21:46

Droga magdal jestem matką narkomana dokładnie w wieku Twojego syna, mój kończy osiemnaście lat we wrześniu. Od ponad roku jest w ośrodku leczenia uzależnień. Zgadzam się z tym, że rodzice narkomana nie mogą sobie pozwolić na załamywanie się, bo muszą działać aby ratować życie dziecka. My z mężem nasze działania zaczęliśmy od poradni leczenia uzależnień ( postawienia diagnozy) i od grupy wsparcia dla rodziców. Taka grupa działa w każdym większym mieście i uwierz mi bardzo pomaga, zwłaszcza na początku walki z tą chorobą. Zachowanie Twojego syna jest typowe, żaden narkoman na początku nie chce się leczyć i nie widzi nawet takiej potrzeby, dlatego trzeba mu w tym odrobinę pomóc. Najważniejsza w tym jest konsekwencja. My przyjęliśmy zasadę małych kroczków tj. "utrudnianie życia", wyznaczyliśmy nowe zasady i konsekwentnie ich przestrzegaliśmy. Na początku syn nie chciał się do nich stosować więc my z uporem stosowaliśmy wszelkiego rodzaju kary za nie przestrzeganie zasad począwszy od drobnych zakazów np. zakaz gry na komputerze, zabranie komórki a na nie dawaniu jedzenia i wyproszeniu z domu skończywszy. Celem oczywiście było to aby syn zaczął się leczyć, często mówiliśmy mu, że my nie ustąpimy bo bardzo go kochamy i właśnie dla tego tak postępujemy. Najpierw syn poszedł do przychodni i "udawał" ,że się leczy . Potem był oddział dzienny leczenia uzależnień, potem ośrodek - obecnie jest już w piątym ośrodku. Wiem, że to trudne ale jeśli kocha się swoje dziecko to niestety tak trzeba postępować, wręcz zmusić do leczenia . Mój syn kilka miesięcy temu podziękował nam za to i stwierdził, że gdyby nie nasz upór nie podjął by i nie kontynuował leczenia. Może w Twoim przypadku będzie prościej czego Ci życzę. Wiem doskonale, że to wszystko bardzo boli - po pierwszej bytności na grupie wsparcia całą drogę do domu płakałam, byłam przerażona i bardzo się bałam jak sobie z tym poradzę. Wiedziałam jedno w jakim kierunku zmierzam i co jest moim priorytetem, nie ważne było to co po drodze nawet to, że policjant, który przywiózł syna do domu a ja nie chciałam go przyjąć stwierdził, że jeśli nie chcę syna to powinnam się zrzec praw rodzicielskich. Bardzo mnie tedy bolały jego słowa ale dziś wiem , że było warto walczyć i z synem ale i ze sobą. Pozdrawiam.
magdaL
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 9

Posted:
13.maj 2009 - 22:53

Dziękuje Wam bardzo ze piszecie.. na wtorek raz jeszcze umowiłam sie z psychologiem w Monarze zadzwonie jeszcze i sprobuje sie załapac do grupy wsparcia.Tak naprawde to spadło ma mnie jak grom z jasnego nieba jescze 8 miesiecy temu nic tego nie zapowiadało i nigdy nie miałam z nim problemow a teraz nie poznaje swojego dziecka -chce mi sie wyc z tej bezsilnosci...napiszcie prosze coś na tema marihuany (test jak mu zrobilam test to wyszedl pozytywny własnie na nia)on wciemnia mi kitze jest nie grozna- w internecie tez roznie pisza o trawie a ja do wtorku oszaleje.Nie ukrywam ze przerazily mnie Wasze odpowiedzi co do wywalenia Go z domu .... nawet boję sie o tym myśleć.Pozdrawiam i dziekuje
slaw60
avatar
domownik
domownik
postów: 59

Posted:
14.maj 2009 - 19:54

do MagdyL.
Witam.Magda nie przejmuj się tak za bardzo tym ,że syn jest narkomanem, to jest "taka sama " choroba jak inne .Ważne ,żebyś znalazła skuteczny "lek"na tą "dolegliwość"(nie ma jednej recepty).Jeśli spokojnie podejdziesz( łatwo powiedzieć jak to się już przeszło) do leczenia syna to Ci się uda. Nie jestem fachowcem w tych sprawach ( dopiero 3 lata"męczymy" syna,ale jest w ośrodku i widać postępy),ale zauważyłem ,że jak spokojnie podeszliśmy do sprawy , to jakoś lepiej nam to wychodziło.Wiem ,że na początku jest strach i "paraliż na całej linii" ,ale jak zrobi się już te pierwsze parę kroków to potem już łatwiej.Prawda jest taka , że jeżeli chcesz pomóc swojemu dziecku (i sobie)to musisz się przygotować na walkę przede wszystkim ...ze sobą.Ty musisz się zmienić ,a przez to zmieni się i Twój syn.Wiem ,że to trochę dziwnie brzmi ,ale to tak działa.My musieliśmy bardzo się zmienić( chociaż nieraz bardzo bolało) ,aby nasz syn znalazł się tam gdzie jest( rok w ośrodku).przeszliśmy przez różne "stany"(wściekłość ,zwątpienie ,euforie),ale nie żałujemy tego.bo wiele nas ta choroba syna nauczyła.i chociaż nie wiadomo jeszcze jak to wszystko się skończy to było warto ...

życzę wytrwałości i samozaparcia..
.komu bardziej zależy na Twoim synu ,jak nie Tobie?
magdaL
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 9

Posted:
21.maj 2009 - 14:54

Tym razem moje dziecko wymysliło że chce jechac na marsz za legalizacja konopii -juz nie mam siły nie wiem co robic .On nawet nie chce ze mna rozmawiać ,traktuje mnie jak wroga!!!!! bezsilność......
kleopatra
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 22

Posted:
22.maj 2009 - 18:04

To, że syn traktuje Cię jak wroga to normalne, zburzyłaś "spokojne" branie narkotyków i dlatego jesteś nie wygodna. Nie martw się tym ,że syn nie chce z Tobą rozmawiać. Słowa do niego na razie nie docierają, ważniejsze są Twoje czyny, to jak z nim postępujesz i czy jesteś konsekwentna. Wiem z własnego doświadczenia, że trzeba być konsekwentnym , aż bólu i to w małych i dużych sprawach. Ja też niejednokrotnie byłam bezsilna, to normalne uczucie. Nigdy się jednak nie załamywałam, szukałam różnych metod nakłonienia syna do leczenia, jeśli jedno nie działało szukałam czegoś innego (np. zabierałam to na czym najbardziej mu zależało) za każdym razem podkreślając, że robię to tylko po to aby zmotywować go do leczenia. Słyszałam od niego różne rzeczy np. że jestem najgorszą matką i sama powinnam się leczyć. Dałam mu przykład sama poszłam do psychoterapeuty leczyć się ze swojego współuzależnienia. Życzę Ci dużo wytrwałości i siły, bo walka z narkomanią dziecka jest trudna ale można wygrać tę walkę.
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 787

Posted:
25.maj 2009 - 17:59

sama prawda. kleopatra napisał Ci chyba wszystko co powinnaś zrobic, sama na terapię dla współuzaleznionych , dla rodziców dzieci narkomanów itd. oraz jak juz pisałem KONSEKWENCJA!!! w działaniu. Słowa nie docierają do niego wcale, ale czyny tak!! Ustalić zasady jak jakąś złamie konsekwencje ponosi, ty jesteś matka i walczysz o jego życie, pamiętaj Ty walczysz on narazie chce ćpać ma komfort cpania i powinnaś mu ten komfort zepsuć inaczej nie pójdzie na terapie. Jest to ciężaka i trudna droga wyrwanie dziecka z narkomanii , ale naprawdę mozna tą walkę wygrać, jest nas wielu, którzy wygrali, naprawdę. Nie załamuj się bo nie ma na to czasu!! KONSEKWENCJA!!

Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Ewosz
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 1

Posted:
19.cze 2009 - 13:26

marichuana to nie jest narkotyk!! mozna by sie martwic gdyby dawał sobie w kanał,albo zazywal cos mocniejszego,ale marichuana jest zdrowsza od alkocholu,nie szkodzi zdrowiu(wystarczy poczytac troche kompetentnych artykulow na ten temat,polecam tez dokument "The Union - The Business Behind Getting High [2004]").oczywiscie wazne by jej nie naduzywac ale tak jest w przypadku wszytskiiego-alkocholu,tytoniu,jedzenia,sportu...bo co za duzo to nie zdrowo.
wazna jest tez rozmowa z synem,zeby nie probowal czegos mocniejszego,zeby nie przesadzal z paleniem trawki i wzajemne zaufanie.pozdrawiam zycze powodzenia

Wydaje mi się, że widzę wszystko, cała nędze i całą wielkość, a nie widzę często, że depczę po cudach moimi gumowcami. Milowymi gumowcami, ale po cudach depczę. To jest przykre straszliwie. Smutne straszliwie to jest. I wstyd mi....
slaw60
avatar
domownik
domownik
postów: 59

Posted:
19.cze 2009 - 15:14

"...marichuana to nie jest narkotyk!!..."
Ewosz chyba pomyliłe(a)ś portale...żeby się nie rozdrabniać : pogadaj z tymi którzy się męczą z tym gównem już jakiś czas i nie mogą przestać ... icon_mad

pozdrawiam
Hefaren
avatar
moderator
moderator
postów: 561

Posted:
19.cze 2009 - 20:27

Owszem jest, nie wiem skąd Ewosz masz takie informacje. Marihuana, jest narkotykiem, posiada substancje psychoaktywne które wpływają na organizm człowieka, mózg itd.
Działanie marihuany jest spowolnione i dlatego jest cichym "ukrytym" uzależniaczem. Wpływa na układ nerwowy i powoduje zaburzenia, myślenia kojarzenia faktów, pamięci , koncentracji i uzależnia psychicznie.

Tak jak wyżej Slaw60 napisał, pogadaj sobie z uzaleznionymi od trawy i resztą której udało się rzucić, co nie było łatwe. Przekonasz sie ,ze jesteś w błedzie.
A porównywanie nadużywania marihuany do jedzenia czy sportu jest poprostu nie na miejscu.



napisany przez: Hefaren, 19-06-2009 - 20:36



"chciałam unieść wszystkie nieszczęścia świata ludzi i zwariowałam ale czy od tego ? nie wiem..."
*
Regulamin Forum
http://img25.imageshack.us/img25/197/kotekeo0yz3wh4.jpg
magnola
avatar
moderator
moderator
postów: 762

Posted:
19.cze 2009 - 20:37

Ewosz, dawno takich bredni nie czytałam. Narkoman to nie tylko ktoś kto daje w żyłę, a marihuana jest narkotykiem zmieniającym świadomość, od którego można się uzależnić. Hefaren i slaw60 napisali wystarczająco. A ja tylko dodam, nie ufałabym komuś, kto nawet nie potrafi poprawnie napisać "alkoHol" czy mariHuana". Kolejny niedouczony zafascynowany marihuaną dzieciak icon_confused



nie polemizuj z idiotą - najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a później pobije doświadczeniem

WT
lechu
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 10

Posted:
7.lip 2009 - 18:52

Magdal. czy Twój syn chodzi często na imprezy?? Jeśli tak to jest duże prawdopodobieństow, że zażywa również Extasy lub Amfe. Nawet się nie spodziewasz jak łatwo jest to dostępne -zwłaszcza na impresach gdzie się gra muzykę Techno. Jeśli robi się to rekreacyjnie to można nawet nie mieć cienia podejrzenia że ktoś używa. Marichuana jest jak najbardziej narkotykiem chociaż nie uzależnia fizycznie to uzależnienie psychiczne jest znaczne, poza tym jeżeli nawet syn nie bierze nic poza paleniem MJ to bądź pewna, że trawa jest pierwszym krokiem do spróbowania czegoś mocniejszego. I jest to udowodniony fakt, ja sam zaczynałem od Trawki a źle skończyłem. MJ była takim impulsem czy bodźcem do zainteresowania się tematyką dragów w ogóle.
W dodatku Marichuana działa amotywacyjnie tzn. jest co palić i co zjeść to nie ma się czym martwić, czynnikiem dodatkowo uzależniającym jest inne spędzanie czasu po spaleniu jointa. Film się lepiej ogląda, jedzenie lepiej smakuje, zasypia się spokojniej itp. dlatego tak łatwo się do tego przyzwyczaić.
Trzeba też pamiętać, że posiadanie nawet małej ilości MJ jest karalne a obecnie kontrole Policji są częste więc Twój syn może sobie narobić takiego typu kłopotów.
Ponadto Marichuana często powoduje depresje, może wywoływać psychozy, uszkadza pamięć krótkotrwałą, pogarsza zdolności intelektualne palących a także szkodzi na płuca. Niektórzy twierdzą, że to nie prawda ale niestety takie są fakty, kiedys na innym forum był wątek: "Jakie dysfunkcje lub choroby spowodowało u Was ćpanie?" i właśnie wielu ludzi opisywało negatywne następstwa panenia Marichuany. Kiedyś byłem zwolennikiem legalizacji MJ ale przekonałem się, że nie tędy droga, sam obecnie nie wiem jakie byłoby najlepsze wyjście. MJ staje się coraz bardziej powszechna i nie znam nikogo kto by nigdy jej nie spróbował a nie pochodze z żadnego patologicznego środowiska. Obecnie dostępna Marichuana jest bardzo mocna, po prostu to nie jest już "lajtowa" używka tylko mocny narkotyk wzmacniany różnymi chemicznymi substancjami a nawet dodawaniem małych ilości ekstraktu Salvi lub Bielunia. To stanowi znaczne niebezpieczeństow dla palących nie spodziewających się takich dodatków.
Musisz zrobić wszystko co w Twojej mocy aby fascynacja MJ twojego syna jak najprędzej się zakończyła w przeciwnym razie jest bardzo duża szansa, że narobi sobie kłopotów i znacznie skomplikuje życie.



napisany przez: lechu, 07-07-2009 - 19:56
KARO
avatar
moderator
moderator
postów: 1018

Posted:
7.lip 2009 - 21:27

lechuczy Twój syn chodzi często na imprezy?? Jeśli tak to jest duże prawdopodobieństow, że zażywa również Extasy lub Amfe


Co ma chodzenie na imprezy do zażywania Eski? Nic. Prawdopodobieństwo jest takie same jak to, że ktoś, kto pracuje w bibliotece nie ma partnera. Istnieje, ale ma się nijak do rzeczywistości.

lechujeżeli nawet syn nie bierze nic poza paleniem MJ to bądź pewna, że trawa jest pierwszym krokiem do spróbowania czegoś mocniejszego. I jest to udowodniony fakt, ja sam zaczynałem od Trawki a źle skończyłem. MJ była takim impulsem czy bodźcem do zainteresowania się tematyką dragów w ogóle.


To, że Ty od maryśki przeszedłeś na acodin niczego nie dowodzi. Jest wręcz odwrotnie do tego, co piszesz. Nie ma żadnego dowodu na to, że osoby palące marihuanę w końcu sięgną po coś mocniejszego. Kolejna rzecz, którą można potraktować jako loterię, której wynik zależny jest tylko i wyłącznie od indywidualnych predyspozycji pacjenta. Jest na stronie gdzieś raport w tej sprawie, zdaje się, że Baśka go wrzuciła.

BTW: Znam masę osób, które paliły bądź palą, a na wzmiankę o fecie pukały się w czoło. Interesu na nich nie zrobiłam nigdy, żadna z tych osób poza zielsko nie wyszła.

lechuPonadto Marichuana często powoduje depresje, może wywoływać psychozy, uszkadza pamięć krótkotrwałą, pogarsza zdolności intelektualne palących a także szkodzi na płuca.


Marihuana szkodzi mniej niż papierosy, oczywiście w kwestii trujących substancji. Teoretycznie jak dla mnie, ale także wynika to z badań jakiegoś instytutu. Zapewne nie badali tego, co można kupić w Krakowie.

lechu Kiedyś byłem zwolennikiem legalizacji MJ ale przekonałem się, że nie tędy droga, sam obecnie nie wiem jakie byłoby najlepsze wyjście.


Był chyba kiedyś wątek o legalizacji na forum więc nie będę się rozpisywać.

Temat rzeka, może znajdę na forum ten topic.





napisany przez: Hefaren, 07-07-2009 - 21:45



lechu
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 10

Posted:
7.lip 2009 - 22:24

Spoko, rozumiem Twoje peany na cześć MJ, sam je kiedyś głosiłem i paliłem z różnymi przerwami od 15 roku życia do niedawna a obecnie mam 26 lat i wiem z doświadczenia, że szkodliwe efekty pojawiają się po dłuższym czasie codzienniego używania. Przez ostatnie kilka lat codziennie brałem czynny udział w innym forum i rozmawiałem z ludźmi którym MJ zaszkodziła, to są fakty, wiem też że prawie wszyscy wjebani w mocniejsze dragi zaczynali właśnie od Marichuany. Możesz się upierać, że jest inaczej -możliwe ale ja widziałem coś zupełnie innego.

Wspomniałaś że przeszedłem z MJ na Akodin, śmieszy mnie to bo Akodin spróbowałem stosunkowo niedawno i poza kilkoma razami nie spodobało mi się. To był tylko krótkotrwały epizod. Zauważ, że palacze MJ często łączą ją właśnie z DXM i co uważasz że taki miks jest niewinnym paleniem trawki...? Uważam, że zdecydowanie nie, po dłuższym paleniu MJ to się nudzi i chce się czegoś nowego intensywniejszego i stąd wnioskuje, że MJ jest pierwszym krokiem do innych -mocniejszych dragów.

Jeśli chodzi o imprezy to chodziłem na takie, gdzie 70% ludzi było naćpanych a piguły były po 5 zł, widziałem ludzi nieprzytomnych wynoszonych na rękach do karetek stąd to podejrzenie.

Z kolei gdy człowiek sięga po narkotyk choćby po Marichuane to jest pierwszy znak, że coś jest nie tak a to, ze jeszcze ktoś tam nie sięgnął po coś mocniejszego od trawy to wcale nie znaczy że nie stanie się tak za jakiś -dłuższy lub bliższy czas.

Twierdzisz, żę Marichuana szkodzi mniej niż papierosy to zastanów się jak wygląda szklana lufka po spaleniu 1 grama zioła -jest całkowicie czarna, warstwa jakiejś smoły w środku jest tak gruba, że opalając samą lufkę bez nabicia można jeszcze z dwa razy się upalić. Ta smoła trafia z każdym buchem do płuc. Marichuany ponadto nie pali się tak często jak papierosy, których palacze nie rzadko palą jedną paczkę dziennie. Więc istotnie może szkodzi mniej niż papierosy ale na zapewne szkodzi.

Jeśli chodzi o legalizacje to kiedyś byłem zwolennikiem, ale teraz poważnie nie wiem co mam na ten tamat myśleć. Gdybm brał udział w głosowaniu to wstrzymałbym się od głosu.

Nie twierdze też, że jeszcze sobie nie zapale bo lubiłem to do niedawna, na pewno jest to lepsze niż syntetyczne substancje oferowane jako naturalne mieszanki ziołowe przez DOPALACZE.com, którzy jawnie wprowadzają ludzi w błąd pisząc, ze to natura w rzeczywistości to do niedawna sprzedawali syntetyczne Kannabioidy substancje typu JWH coś tam. przykład SPICE DIAMOND, GOLD, SMOKE, Genie, Arctic, Sence itp.



napisany przez: lechu, 07-07-2009 - 23:31
magnola
avatar
moderator
moderator
postów: 762

Posted:
7.lip 2009 - 22:44

A ja mam gdzieś legalizację, nie uchronię nikogo od palenia marihuany czy picia alkoholu. Dla mnie jedno i drugie uzależnia i szkodzi. Generalnie jestem przeciw. Wyręczę Hefi i zasugeruję powrót do tematu, a o legalizacji stworzyć nowy temat o ile macie taką potrzebę (w tym już Hefi Cię nie wyręczę) icon_biggrin



napisany przez: magnola, 07-07-2009 - 22:45



nie polemizuj z idiotą - najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a później pobije doświadczeniem

WT
shiva
avatar
neofita
neofita
postów: 295

Posted:
12.lip 2009 - 14:34

tja, jak juz kilka osob wspomnialo to temat rzeka.
Dziwi mnie tylko to ze nikt nie krzyczy pod niebiosa kiedy 13 latki laduja z 2 promilami na OIOMie.

Karo ma racje. To ze ktos pali sobie blanty nie musi wcale oznaczac tego, iz zacznie sie wspinac po drabince cpania.
W moim przypadku bylo inaczej, zanim zapalilam 1 raz byly inne rzeczy.
Podobnie jest z alkoholem. To, ze mieszkam w krainie 724 browarow nie robi ze mnie ani smakosza piwa, ani alkoholika a sam fakt tego, iz jako dorosla osoba wypije sobie 4 browary w miesiacu nie swiadczy o tym, ze od jutra na sniadanie bede wisiec przy butelce spirytu!!!!!!

Co do legalizacji: temat ten przerabiany jest od lat w wielu krajach, na rozne sposoby i szczerze powiedziawszy nie widze aby do czegos prowadzil.
A gdybanie i klotnie tego w pewnoscia nie doprowadza do zadnego rozwiazania.
Co do samego faktu spozywania czegokolwiek: "just think twice", zanim zrobisz cokolwiek.
Z anatomicznego punktu widzenia kazda istota ludzka zostala wyposazona we wspanialy organ jakim jest mozg. Wiec nalezy tez z niego korzystac. A jesli sie tego nie robi, lub robi nie w ten sposob, to nalezy poniesc konsekwencje.

Dlatego tez drodzy rodzice. Wiem ze nie jest latwo wykrecic sie dupa do wlasnego dziecka, wystawic je za drzwi. Ale czasem jest to najlepsze rozwiazanie, tymbardziej jesli jakis tam nastolatek tuz po ukonczeniu 18 wiosen uwaza sie za tak dorosla osobe.

Co do ciebie Lechu: piszesz ze masz 26 lat co ma niby swiadczyc o czym? o doswiadczeniu? Wiek tu o niczym nie swiadczy i jestem pewna ze znajdziesz wiele malolatow, ktorzy maja wiecej pojecia o cpaniu, niz ci sie wydaje. A jesli juz pozujesz tutaj swoim wiekiem to poczytaj sobie zasady pisowni H i CH.

icon_cool





napisany przez: shiva, 12-07-2009 - 15:40
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
19.lip 2009 - 10:36

witam jestem nowy ale chetnie pomoge jesli ktos tego potrzebuje..
mam 23 lata od 3 miesiecy czysty ...ćpałem amfetamine i paliłem marihuane od 15 czy 16 roku zycia.
z amfa poradzilem sobie sam bralem od 16 do 20 czy 21 lat z przerwa 8 miesieczna na wiezienie niestety problemy z alkoholem(a pochodze z pijackiej rodziny:( dziecko DDA) i marihuana dopiero rozwiazalem a moze zaczalem je dostrzegac kiedy corka z narzeczona odeszly ode mnie tydzien przed slubem :( bylem na terapii 5 tygodni dobrowolnie typowo alkoholowej ale terapeuta prpowadzil e tez w obliczu narkotykow i agresji bo z tym tez mam problem.
teraz znowu jestesmy razem pracuje ucze sie w policealnej szkole da sie normalnie zyc jesli moge komus cos doradzic piszcie sluze pomoca
MgrHC
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 1

Posted:
27.lip 2009 - 12:23

post niezgodny z regulaminem (nie odnosi się do tematu, ocenia i krytykuje inne wypowiedzi)



napisany przez: admin, 27-07-2009 - 15:40
magdaL
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 9

Posted:
30.paź 2009 - 14:12

witam was raz jeszcze ... jest coraz gorzej juz totalnie nie wiem co robic ,zadnego wpływu na niego nie mam kazda próba rozmowy konczy sie tym ze sie go czepiam ...nie uczy sie ,o pomocy w domu nawet nie wspomnę.liczą sie tylko kumle i wyjścia z domu -jestem przerazona i nie wiem co robic..pali dalej ...nie wiem gdzie sie udac o pomoc byłam w poradni monaru stwierdzili ze syn jest pełnoletni i on musi chcieć...co robiC tylko dlatego ze jest pełnoletni mam patrzec jak niszczy siebie?????????
szuwar
avatar
monarowiec
monarowiec
postów: 107

Posted:
30.paź 2009 - 20:46

Witaj Magdo.
Nie wiem co działo się pomiędzy majem a dzisiaj.
Wygląda jednak że nie do końca zrozumiałaś odpowiedzi.
To normalne, narkomania jest bardzo poważnym problemem
i narusza całą strukturę dotychczasowego życia.
Boisz się czy nie przesadzasz w ocenie zagrożenia.
Piszesz o różnych opiniach na temat marihuany.
Owszem może istnieć mniej szkodliwa forma uzależnienia.
Znam faceta w moim wieku, który pali w sobotnie wieczory,
ale cały tydzień haruje na utrzymanie żony i dzieci.
Znam też jednak ludzi psychicznie niesprawnych.
Jedno jest pewne w Twoim przypadku, gdyby nie było problemu
nie byłoby Cię tutaj. Jeżeli Twój syn jest arogancki,
nie uczy się i włóczy się wieczorami to jest źle.
Problemem nie jest narkotyk jako taki, ale jak zwykle
w takich wypadkach coś z relacjami.
Podstawową sprawą jest jego kontakt z psychologiem.
I teraz najważniejsze.
Jeśli boisz się samej myśli o wyrzuceniu go z domu
zmuś go do leczenia, a przynajmniej kontaktu z psychologiem.

Jeśli nie zechce -

NIE DAJ MU JEŚĆ !!!!!!

i oczywiście żadnych pieniędzy !!!

I mów mu że go kochasz.

Doceniam jak najbardziej psychologię,
ale najskuteczniejsze są proste sposoby.

Jeżeli kompetentna i obiektywna osoba oceni że Twój syn
jest zagrożony uzależnieniem lub uzależniony - musisz zacząć walkę o niego.
Wszystko inne - opinia sąsiadów, Twoje kompleksy, strachy,
życiowe plany, marzenia, tego typu rzeczy muszą ustąpić przed tym celem.
Nie wstydź się pisać tu nawet codziennie.
To nie jest ciężar który można dźwigać w samotności.
Nie biorę heroiny od 18 lat, alkoholu nie piję od 11, jednak czasami muszę
pojechać do ośrodka albo przynajmniej zadzwonić do któregoś z przyjaciół.

Oczywiście szukaj też kogoś blisko z kim możesz porozmawiać,
nie wszystko można załatwić przez internet.
Pozdrawiam.
magdaL
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 9

Posted:
1.lis 2009 - 02:29

Szuwar dziekuje bardzo za odp...
ja poprostu nie wiem co robic.. w monarze pani psycholog nie wiele pomogla dając rade by syna obserwować.tak jak pisałam on nie chce słyszeć o psychologu bo on nie widzi problemu.
uderzyło to we mnie strasznie bo nie miałam z nim wczesniej problemu- "magiczne 18 lat" i wydaje mu sie że jest dorosły i wszystko może..kumple robią swoje..
pieniedzy nie dostaje czasami pracuje dorywczo.. z jedzeniem problem bo od ponad miesiąca musi brac antybiotyk wiec muszę go karmic ..to ze go kocham słyszy kilka razy dziennie
w przyszłym tygodniu jestem umowiona z nowym psychologiem... pozdr
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 787

Posted:
6.lis 2009 - 08:47

Witaj magdal.
Przeżywasz bardzo ciężkie chwile w swoim życiu. Rozumiem Cię doskonale bo 5 lat wstecz tak samo walczyliśmy razem z żoną o syna jak Ty teraz. W wielkim skrócie opiszę Ci co my zrobiliśmy. My udowodniliśmy synowi że ćpa, zrobiliśmy mu test i wyszedł pozytywnie amfa i marycha.Żona rano po weekendzie powiedziała z zaskoczenia że ma nasikać do słoika bo coś źle wygląda, że to anemia może być i trzeba zrobić wyniki. Nasikał i wyszedł test pozytywny oczywiście jak już pisałem. Powiedział że nie bierze nałogowo i że to nie szkodzi. To mu odpowiedzieliśmy że nas to nie interesuje czy nałogowo czy nie, i że narkotyki to jest śmierć więc nie będzie ćpał i nie ma żadnych tłumaczeń że kumple itd. nas to nie interesuje. Jeżeli jeszcze raz weźmie pójdzie do ośrodka leczenia uzależnień. Bo jak nie jest uzależniony to nie problem żeby przestał ćpać. Zrobiliśmy umowę na piśmie (tak nam w MONARZe podpowiedziano) żeby było czarno na białym. Oczywiście po jakimś czasie zrobiliśmy test znowu (zawsze test robiliśmy po weekendzie) i wyszedł pozytywny. Syn już wtedy nie miał innego wyjścia albo ośrodek albo opuszcza dom. Stale mu powtarzaliśmy że go kochamy i że nie pozwolimy mu się zabijać. Teraz po 5 latach leczenia z małymi przerwami pracuje w ośrodku gdzie ukończył terapię narazie jako wolontariusz, ale już niedługo zostanie zatrudniony jako młodszy wychowawca czy coś podobnego, ponieważ rozpoczął studia na psychologii i jak narazie chce później pracować na stałe z uzależnionymi osobami. To tak w wielkim skrócie. Były w miedzy czasie dni ciężkie ale i radosne. Został wywalony z jednego ośrodka po 16 miesiącach, kilka tygodni był czysty potem zapalił trawę i znowu do ośrodka w sumie to było ok 5 lat leczenia. Ale opłacało sie walczyć o syna. Teraz też jest niekiedy ciężko bo trudno się od nowa dogadywać po takiej w sumie długiej rozłące jak był w ośrodku. Ale docieramy się już kilka miesięcy i jest coraz lepiej. Pamiętaj że najważniejsza w osiągnięciu celu czyli leczniu sna jest KONSEKWENCJA w działaniu i MIŁOŚĆ, ale zdrowa MIŁOŚĆ!!! I walcząc o niego nie robisz mu krzywdy tym że ma się leczyć lecz ratujesz mu życie pamiętaj o tym zawsze!! Pozdrawiam i mam nadzieję że zaczniesz konsekwentnie postępować i wygracie tę walkę o życie syna. Pozdrawiam Józef



napisany przez: jozefaa, 06-11-2009 - 09:51

Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
magdaL
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 9

Posted:
16.lis 2009 - 06:42

lęk i bezradnosć mnie przerażja nie wiem co robić ....jest coraz gorzej...
szuwar
avatar
monarowiec
monarowiec
postów: 107

Posted:
17.lis 2009 - 18:47

Witaj Magdo. Strach i bezradność to nieprzyjemne stany. Nie dotyczą tylko Ciebie. Wielu ludzi przeżywa je z różnych powodów właśnie teraz. To oczywiście nie jest zbyt wielką pociechą. Najgorsze jest gdy powód dla tych uczuć godzi nie w Ciebie osobiście, ale kogoś, kogo kochasz.
Jedyne co mogę powiedzieć na pewno, ten stan kiedyś się skończy. Nie wiadomo jak.
Ty musisz zrobić wszystko co w Twej mocy, by skończyło się dobrze. Może jednak być tak że Twoja moc to za mało. Miałem kiedyś egzystencjalny i bardzo poważny problem, bałem się powrotu do przeszłości. Bałem się wielu różnych rzeczy, o których teraz słabo pamiętam. Wtedy jednak były to rzeczywiste problemy.
Mój przyjaciel powiedział mi. Postępuj tak, jakbyś schodził z wysokiej i stromej góry z zamkniętymi oczami.
Trzeba wybrać to co jest słuszne, a potem to robić. Wtedy może się udać. Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę Twojemu synowi i oczywiście Tobie dużo szczęścia.
magnola
avatar
moderator
moderator
postów: 762

Posted:
17.lis 2009 - 22:06

Józef, kleopatra i slaw napisali Ci co możesz zrobić i to napisali Ci dość konkretnie, też z własnych doświadczeń. Przede wszystkim zepsuć mu komfort ćpania. KONSEKWENTNIE. I czekać, bo niestety syn z dnia na dzień nie zmieni myślenia, zachowania i stosunku do narkotyków. A dla siebie poszukać grupy wsparcia osób z podobnym problemem, będziesz mogła porozmawiać i wysłuchać doświadczeń innych. Bezsilność pewnie jeszcze nie raz będzie Ci towarzyszyć. Ale czasem musi być gorzej żeby mogło być lepiej. Ja z perspektywy osoby uzależnionej ostatnio często powtarzam zdanie, że wszystko zaczęło mi się układać odkąd moje życie legło w gruzach. I coś w tym jest. Powodzenia życzę.



nie polemizuj z idiotą - najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a później pobije doświadczeniem

WT
slaw60
avatar
domownik
domownik
postów: 59

Posted:
18.lis 2009 - 20:59

Do MagdyL.
wyznaczyć drogę i konsekwętnie nią podążąć.U nas po takiej bezradności zawsze coś się ruszyło do przodu.Tak jak pisze Magnola ,wszystko musi sie rozp...,żeby coś mogło nowego powstać.Możesz się bać ,ale idż do przodu. To jest kolejna górka przed Toba ,ale dasz radę .u góry masz wszystko napisane ,co masz robić...jeśli Ty nie bedziesz ratować syna ,to kto to zrobi?...
pozdrawiam i życzę wytrwałości icon_cool
magdaL
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 9

Posted:
20.lis 2009 - 23:09

ja juz jestem w d....
dzwoniłam do poradni uzależnien b.nie sympatyczna pani poinformowała mnie ze przyjmuja na rozmowy 2-3 osoby dziennie mam przyjsc do nich i zaznaczyła ze kolejki sa od 7.30ni ona nie reczy ze w danym dniu zostane przyjęta-zapisow tel nie ma :(
umowiona bylam w Monarze na rozmowe z kolejnym psychologiem lecz po przyjsciu tam okazało sie ze go nie ma przyjąl mnie ktoś inny rozmowa trwała 15 min facet stwierdził ze czas odciąć pępowinę ,ze chłopak w wieku syna nie potrzebuje juz tak matki i moja troska go denerwuje!!!! a trawa mam sie za bardzo nie przejmowac!!!!!???????
i moge przychodzic na spotkania z innymi rodzicami.... Boze gdzie my żyjemy... a może faktycznie cos ze mną nie tak??????
szuwar
avatar
monarowiec
monarowiec
postów: 107

Posted:
22.lis 2009 - 13:18

Witaj Magdo.
Nasze rady bazują na założeniu że Twój syn jest uzależniony. Najczęściej do takiego wniosku można dojść z racji faktu że trafiłaś na tą stronę.
Może jednak być tak, że sprawa rzeczywiście nie jest tak poważna jak ją przedstawiasz. Pamiętaj że kontakt twarzą w twarz jest najlepszy bo Twój rozmówca widzi Ciebie, czego my nie jesteśmy w stanie zobaczyć. Widzi Twój wyraz twarzy, gesty, momenty gdy głos Ci drży.... To co my wiemy to że późno wraca i często pali trawę. Może jednak być tak, że sam da sobie spokój. Zaczynaliśmy brać kompot we trzech, po pół roku nasz kolega nagle przestał do nas przychodzić, a my go nie szukaliśmy. Pewnie już zapomniał o tym incydencie.To było prawie 30 lat temu.
15 minut to naprawdę długo dla doświadczonego terapeuty. Dłuższa rozmowa na pierwszy raz niewiele więcej pewnie by dała. Pomysł z kontaktem z innymi rodzicami jest najlepszy jaki mogli Ci dać. Psycholog jest potrzebny Twojemu synowi a nie Tobie. On może będzie chciał z Tobą porozmawiać, ale póżniej. Sam nawet chciałem zaproponować Ci poszukanie wspólnoty Anonimowych Narkomanów - Przypuszczam że są w każdym mieście wojewódzkim. Raz na miesiąc mają spotkania otwarte. Warto porozmawiać z ludzmi którzy mają długi dystans do narkomanii a jednocześnie służą pomocą. Jeszcze najważniejsze. Aby pomuc synowi musisz nauczyć się pokory. W terapii nie ma czułostkowości ani dla narkomana, ani dla jego rodziców. Słyszałem o prywatnych ośrodkach w których zaleczają na chwilę za duże pieniądze. każdy może wybrać.
Rozumiem Twoje uczucia. Poczułaś się zlekceważona. Nikt się specjalnie nie przejął Twoimi problemami. Jeśli chcesz pomuć synowi, musisz nauczyć się nie poddawania takim stanom. Nauczyć się czekać cierpliwie. W wychodzeniu z nałogu niczego nie można załatwić za pomocą pieniędzy, układów, znajomości. Co więcej, ci którzy tego prubują źle kończą. Nie jest to spowodowane przepisami, ale samą naturą choroby.
Na koniec jeszcze jedno. W każdej sytuacji staraj się zachować spokój, nie poddawaj się panice ani zniechęceniu.
Zyczę Ci wiele sił w Twojej walce.
I dużo szczęścia Tobie i Twojemu synowi.
zami
avatar
domownik
domownik
postów: 33

Posted:
22.lis 2009 - 13:22

magdaL
... i moge przychodzic na spotkania z innymi rodzicami....


Wbrew pozorom, od innych rodziców można się sporo dowiedzieć. Oni są praktykami, którzy wiedzę terapeutów wprowadzają w życie we własnych domach. Mówię to z własnego doświadczenia, najwięcej dało mi uczestnictwo w grupach wsparcia, ale przygotuj się na więcej niż kilka spotkań. Każde spotkanie wnosi coś nowego, wzmacnia, utwierdza nas w przekonaniu, że postępujemy słusznie, pomaga znaleźć własną drogę. Jak szybko zaczną się pojawiać efekty? Nie dowiesz się, jeśli nie spróbujesz. icon_wink

Pozdrawiam,
Małgorzata


slaw60
avatar
domownik
domownik
postów: 59

Posted:
22.lis 2009 - 21:19

Cytata może faktycznie cos ze mną nie tak??????

idż na grupę wsparcia dla rodziców ,tam Ci powiedzą ...co o tym wszystkim myślą .Jak pisze szuwar ; "kontakt twarzą w twarz jest najlepszy bo Twój rozmówca widzi Ciebie, czego my nie jesteśmy w stanie zobaczyć."...My z żoną potrzebowaliśmy więcej niż kilku spotkań z " różnego rodzaju"( w pozytywnym tego słowa znaczeniu) psychologami ,terapełtami a także z rodzicami innych ćpunów ,aby zrozumieć co się dzieje z naszym synem.Wiele osób "odpadało",my jednak się zawzięliśmy i teraz są efekty ...
...a może przydałby Ci się "prywatny terapełta" ?
POZDRAWIAM i wytrwałości życzę icon_cool
magdaL
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 9

Posted:
6.sty 2010 - 14:07

witam ponownie....
posypało sie wszystko ...tydzien temu zakomunikował nam ze rezygnuje ze szkoły i szuka pracy....(klasa maturalna) co mam robic ? patrzec spokojnie jak pieprzy sobie zycie bo jest pełnoletni??????????? z nikąd pomocy bo kazdy psycholog mowi prosze przyprowadzic syna tylko jak to zrobic???????????? brak mi sił jestem w totalnym dołku....
slaw60
avatar
domownik
domownik
postów: 59

Posted:
6.sty 2010 - 21:36

do magdaL .
"...posypało sie wszystko "...w naszym wypadku, kiedy my myśleliśmy ,że już wszystko przepadło to właśnie wtedy coś się ruszało do przodu .to jest chyba normalne ,że tak się to dzieje...
..."rezygnuje ze szkoły i szuka pracy"... -ma 18 lat ,jest "dorosły " więc może robić co chce (TYLKO NIE U CIEBIE W DOMU)w końcu nie każdy musi mieć maturę ,zresztą jak będzie chciał zrobić maturę to zrobi tylko trochę póżniej
.."patrzec spokojnie jak pieprzy sobie zycie"...kto wie co dla niego jest dobre ? być może niech idzie do roboty to go czegoś nauczy (chociaż wątpię ,żeby długo popracował)
...Zima ...dobry okres aby chłop się zaczął leczyć ,jak prześpi się u kumpli trochę, a póżniej na "świeżym powietrzu" to może zacznie cenić to co miał...wiem ,że to jest bardzo trudne (sami to przerabialiśmy z 16 latkiem) ale do zrobienia...
nie możesz mówić ,że nie masz już siły ;masz jej więcej niż Ci się zdaje ,tylko zrób następny krok...nie wolno Ci się poddawać walcz o swojego syna ...,a jak ? wszystko masz napisane powyżej ( tylko przeczytaj wszystkie posty jeszcze raz ,a jak mało raz to aż do skutku )
ps.
może za bardzo ostre są niektóre słowa ,ale taki jest życie ,
POZDRAWIAM
i nie martw się (będzie dobrze ,bo... inaczej być nie może ) icon_cool