Witam
W akcie desperacji pisze, liczac ze znajda sie na tym forum osoby ktore moga pomoc.
Moj chlopak ma 21 lat, od 3 lat regularnie pali jointy. Kilkakrotnie mial tez ciagi amfetaminowe.OD 2 lat jestesmy razem i od dwoch lat walczymy z problemem. Rzucil studia, ostatnie dwa lata wlasciwie nic produktywnego w swoim zyciu nie robil. Utrzymuja go rodzice, a on....zyje od palenia do palenia. Na poczatku zdazalo mi sie palic z nim, szybko jednak zdalam sobie sprawe z tego jak to gowno wplywa na moje zycie. Przeszlismy juz nieskonczona liczbe klotni, rozstan, awantur, obietnic zmian i innych....
Ostatnio rozstalismy sie na okres prawie 4 miesiescy, po ktorym dalam mu ultimatum - mozemy probowac cos budowac razem ale pod warunkiem ze definitywnie z tym skonczy. Zmusilam go do rozmowy z jego tata i przyznania sie do wszytskiego - tak tez zrobil. Mam wrazenie ze jego ojciec chcialbym mu pomoc ale nie wie jak. i wlasciwie skonczylo sie na tej rozmowie. O leczeniu nie ma mowy - on sie nigdy na to nie zgodzi. Twierdzi, ze nie ma problemu i ze bez problemu moze skonczyc z paleniem. Narazie minely dwa tygodnie i jest dobrze, ale widze ze to moze krotko potrwac. Uzgodnilismy ze bedziemy regularnie robic testy.
I tutaj zaczynaja sie moje pytania:
- czy poradnia moze pomoc mi ? - tzn on napewno tam sie nie uda, ale moze chociaz ja moge sie dowiedziec jak mu pomagac sobie z tym poradzic
- gdzie w krakowie mozna robic testy ambulotaryjne (tym z apteki nie ufam)
- czy jest jakakolwiek szansa ze on rzeczywiscie da sobie sam z tym rade, bez terapii?
- gdzie jeszcze moge uzyskac informacje o tym jak moge mu pomagac tzn jak sie zachowywac, co mowic a czego nie itp... widze ze jemu jest ciezko, popada w stany apatii i zniechecenia
Wiem, ze jestem jego jedyna szansa na rzucenie tego - sam dla siebie tego nie chce. I to mnie przeraza, bo wiem ze to kiepska motywacja, ale chcialabym ja wykorzystac i mu pomoc.
Prosze o rady.
pozdrawiam
Posted: 10.09.2005, 19:38
oceń:
pretendent
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
03.07.10
postów:
70
Ultimatum?? Jasne niech sie leczy albo spada.
Niektorym sie podobno udaje bez terapii, ale to margines. Ja sobie mysle, ze jak juz wiele razy byly o to awantury i proby rzucania, to znaczy ze on se sam rady nie da. Zwlaszcza ze z tego co mowisz to jest niezle wpiepszony.
Poradnia moze ci pomoc w motywowaniu go do podiecia terapii, ale to on sie ma leczyc a nie ty.
Posted: 10.09.2005, 19:41
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
07.09.10
postów:
512
myślę że powinnaś poszukać pomocy i wsparcia w poradni, np. w Poradni Monaru przy ulicy Św. Katarzyny 3,
testy z apteki dla twoich potrzeb są wystarczające,
szanse na to że uda mu się nie ćpać bez terapii są niewielkie, on już sporo zawalił w swoim życiu przez narkotyki: szkoła, relacje z rodzicami, związek z tobą - pokazuje cały czas co tak naprawdę się dla niego liczy.
Posted: 10.09.2005, 20:54
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
wrzesień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
11.09.05
postów:
5
Dziekuje wam bardzo. To co mowicie jest brutalne, ale niewatpie ze prawdziwe. Tylko co jesli on nie chce nawet slyszec o leczeniu??? Nie mozna przeciez doroslego czlowieka zaciagnac sila. Zostawiajac go (zakladajac, ze ja dam rade to zrobic), niejako poddaje sie i jednoczesnie wiem ze wtedy juz straci jedyna motywacje zeby z tym skonczyc.
Pozdrawiam
Posted: 10.09.2005, 21:21
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
26.08.10
postów:
795
[quote:a325cdea7b]
Zostawiajac go (zakladajac, ze ja dam rade to zrobic), niejako poddaje sie i jednoczesnie wiem ze wtedy juz straci jedyna motywacje zeby z tym skonczyc.
[/quote]
W rzeczywistości to jest właśnie odwrotnie. Nie zostawiając go- dajesz mu tak jakby aprobatę na jego zachowanie czyli jego branie!!! I Właśnie nie zostawiając go,- nie walczysz o niego!!! To jest to co Ty tylko możesz narazie z tym zrobić /oprócz zgłoszenia się do poradni/- moim skromnym zdaniem i czekać aż dojżeje
Posted: 10.09.2005, 23:04
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
07.09.10
postów:
1027
Jak dla mnie: Niech spada na drzewo.
Tak, powiedz mu to. On nie ma przestać ćpać dla Ciebie tylko DLA SIEBIE. A jak dla siebie nie będzie chciał, to może nigdy nie przestać.
Powiem Ci tak z własnego doświadczenia: masz 95% szans na to, że on jest z Tobą nie tyle z miłości co z przyzwyczajenia i wygody, bo będąc z nim dajesz mu komfort ćpania i facet wie, że ma do czego wracać, choćby nie wiem co.
Brutalna prawda, ale mnie nikt na drzewo nie wysłał i trzeci rok jakoś nie idzie mi powiedzenie sobie definitywnego FINITO.
No i masz rację. Nie można dorosłego człowieka zaciągnąć siłą, ale można dorosłego człowieka zostawić samemu sobie, żeby poczuł odpowiedzialność za własny tyłek.
Pozdro.
Posted: 11.09.2005, 01:54
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
wrzesień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
19.09.05
postów:
5
yo
pierwsza rzecz - najwiekszy problem masz Ty, dziewczyno, nie on. to juz nie jest kwestia czy on wyjdzie czy nie, to pytanie dlaczego wybralas - i tyle czasu jestes - z osoba uzalezniona. zastanow sie powaznie nad swoim zyciem, a zwlaszcza nad tym, czy wart jest Ciebie ktos, kogo nie stac na poswiecenie.
co do samej marihuany - to nie ona jest jego problemem, jego problem to lenistwo i zwykly brak checi zmiany czegokolwiek w swoim zyciu. przestanie palic to dalej nic nie bedzie robil. z jednej strony tysiace ludzi pali nascie lat i zyje, pracuje, ma zone, dzieci, jednym slowem normalne zycie. z drugiej fajnie by bylo gdyby wine za nieudacznictwo duzej czesci naszego spoleczenstwa dalo sie zrzucic na jakies trawki czy inne rzeczy. ilu znasz takich co nic nie robia, rzucili studia, utrzymuja ich rodzice? chyba nawet dosieglo to Ciebie, zamiast skupic sie na prawdziwych problemach (brak pracy, rzucenie studiow) szukasz pomocy w monarze.
wracajac do meritum - ad. 1 jesli naprawde go kochasz, no coz... ciezko wymagac zebys poswiecala uczucia. ale jesli stac Cie na ten krok, poszukaj kogos kto dorosl do bycia w zwiazku.
ad. 2 nawet jak rzuci, to dalej bedzie tym kim jest. zwyklym leniem. nie wmawiaj sobie ze trawa jest odpowiedzialna za jego stan, on ja po prostu traktuje jako pretekst. albo zmieni podejscie do zycia albo po zrezygnowaniu z thc znajdzie co innego. zas sam proces rzucania thc jest dziecinnie prosty, 90% ludzi po prostu z tego wyrasta - o ile nie stalo sie to ich sposobem na zycie.
btw moze jak solidnie kopniesz go w tylek w koncu wezmie sie za siebie? :D
Posted: 11.09.2005, 02:01
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
07.09.10
postów:
1027
Ech, tomakin, Ty idioto...
Posted: 11.09.2005, 02:09
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
wrzesień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
19.09.05
postów:
5
oho, widze kolezanka tez nie spi
dosc odwaznym jest nazywanie 30 letniego mezczyzny po studiach humanistycznych i studium medyczny, ze sporym bagazem doswiadczen zyciowych, idiota (nie chwale sie, po prostu chcialbym byc brany powaznie, nie jak dziecko). tak sie sklada ze widzialem dziesiatki zwiazkow - zarowno tych ktore rozlecialy sie / trwaly jako toksyczne, bo on zachowywal sie tak jak opisano (ale bez narkotykow), jak i dziesiatki zwiazkow ktore, pomimo narkotykow, kwitly i kwitna nascie czasem lat. bo, jak rozumiem, wypowiedz Twoja (jakze dojrzala) odnosi sie do mojego przeniesienia srodka ciezkosci z substancji na czlowieka?
//edit - wyciagnalem skadinad Twoj nr gg, proponuje nie spammowac forum niepotrzebna dyskusja
Posted: 11.09.2005, 02:37
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
07.09.10
postów:
1027
Wybacz, ale nigdzie nie znalazłam informacji o Twoim wieku czy wykształceniu. Przepraszam, zwracam honor. Przyznam, zareagowałam impulsywnie. Czytam Twojego posta jeszcze raz i stwierdzam, że może nie powinnam była nazywać Cię idiotą, ale pozwolę sobie na bardziej kulturalne stwierdzenie: wiek, ilość przejść czy wykształcenie jeszcze o niczym nie świadczą.
Zauważ, co mówisz. Nie znając kolesia z góry stwierdzasz, że to leń patentowany. Skąd wiesz, jaki był, zanim zaczął brać? Ano nie wiesz, bo i skąd? Niby nie powinno się zwalać winy za jego stan na narkotyki? Ok, zwalę to na polskich polityków. Lepiej Ci?
Może i moja odpowiedź nie była zbyt dojrzała, zaburzona narkomanka jestem, biorę, nie odpowiadam za siebie. Wybacz panie. Proszę pana więc o stuknięcie w głowę gumowym młotkiem i wyjaśnienie, dlaczego mówi pan:
"Zamiast skupić się na prawdziwych problemów szukasz pomocy w monarze"
Bo to nie jest problem? Ach, zapomniałam. Na świecie jest w cholerę nierobów, a są pary, w których osoba bierze i mają się zajebiście od wielu wielu lat.
ROTFL. Sid i Nancy też się mieli zajebiście.
Faktycznie, nie ma po co dyskutować. Ale skoro masz jakąś wiedzę medyczną powinieneś pewnie wiedzieć, czemu pacjentowi nic się nie chce, i nagle stał się, jak to Ty ładnie określasz, leniem patentowanym. Zagadka za 100 punktów.
Nie uważam, że ta dyskusja jest niepotrzebna. Jak piszę głupoty, to potem potrafię ich bronić lub się z nich wytłumaczyć i przeprosić.
Jeszcze jeden Twój cytat na koniec:
"ilu znasz takich co nic nie robia, rzucili studia, utrzymuja ich rodzice? chyba nawet dosieglo to Ciebie, zamiast skupic sie na prawdziwych problemach (brak pracy, rzucenie studiow) szukasz pomocy w monarze."
I jak kogoś po czymś takim idiotą nie nazwać?
Posted: 11.09.2005, 03:00
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
wrzesień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
19.09.05
postów:
5
no coz, zaproponowalem przeniesienie tej rozmowy gdzie indziej, ale skoro musisz tutaj...
ekhm, zalozylas od razu ze to wina narkotykow - powinienem nazwac Cie idiotka? wyszedlem z prostego zalozenia, nie nalezy mnozyc bytow ponad potrzebe. fakt A, ludzie pala marihuane i nie robia takich rzeczy. fakt B, ludzie nie pala marihuany i robia takie rzeczy. czemu mialbym szukac mniej prawdopodobnego rozwiazania? oczywiscie poczynilem zalozenie, ale zauwaz ze Ty _rowniez_ to zrobilas.
przepraszam, ale ja swojej wiedzy o swiecie nie czerpie z filmow telewizyjnych. w ogole nie ogladam telewizji, uwazam to za niezwykle szkodliwy nalog :D czerpie ze zwyklego, realnego zycia - znam ze 40 (bez przesady) osob ktore regularnie pala marihuane (ja tego nie robie), zwiazkow ktore sie rozlecialy tez znam troche. skoro 40 osob potrafi a on jeden nie, problemu trzeba szukac raczej w nim?
to ja za 101 - czemu tylu innym sie chce? i skad wiesz ze "nagle"? dziewczyna wyraznie napisala ze regularnie zaczal palic w wieku lat 18, wiec stanowczo NIE mial wyksztalconej osobowosci. a teraz badz tak mila, porownaj ile osob zaczelo studia a ile je skonczylo - tak, zgadza sie, studia rzuca 80% osob! nawet wiecej...
yo, doskonale, jak ja robie zalozenia to jestem idiota i musze przepraszac, jak Ty robisz takowe wszystko jest OK.
Posted: 11.09.2005, 03:20
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
07.09.10
postów:
1027
1. Taaaa...... To mniej prawdopodobne założenie. Zwłaszcza, jeśli gość pali od 3 lat. Brawo.
2. Sid i Nancy nie są postaciami z filmu. Sid Vicious (wokalista Sex Pistols) i jego przyjaciółka Nancy Spungen, stripteaserka i heroinistka. Ćpali sobie razem radośnie, aż w końcu Sid zarżnął Nancy jakimś ostrym narzędziem (wybacz, nie pamiętam, co to dokładnie było). Coś tam o nich nakręcili, ale...
3. Właśnie! Wina leży w nim. A teraz przeczytaj uważnie swojego pierwszego posta. I poczekaj, aż odpierdoli tym 40 osobom, które potrafią palić. Brak mi słów.
4. Najłatwiej odwrócić kota ogonem... Tak się składa, że zespół amotywacyjny nie pojawia się po pierwszym skręcie. A napisałam "nagle", cóż, brak Ci argumentów, że czepiasz się wyrazów? Chyba tak.
5. Skąd Ty bierzesz te statystyki? Chociaż, nevermind... Ale co to ma do rzeczy?
6. Masz zbyt wysokie mniemanie o sobie. Tłumaczenie się z głupot i przepraszanie nie dotyczy wyłącznie Ciebie.
7. Forum służy do dyskusji. Żeby ludzie mogli czytać wypowiedzi i coś od siebie dodać. Chyba, że boisz się konfrontacji.
Posted: 11.09.2005, 05:13
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
wrzesień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
19.09.05
postów:
5
1. tak, to mniej prawdopodobne zalozenie. chyba, ze przypadkiem znam samych wyjatkowych ludzi ktorzy mieszcza sie dokladnie na marginesie bledu.
2. to chyba jakas kpina? porownojesz heroiniste z czlowiekiem ktory pali marihuane? przypominam ze marihuana jest w wielu krajach traktowana jak uzywka, cos jak u nas kawa czy herbata. i nie, nie w zimbabwe czy jakims bangladeszu, ale np, w anglii czy holandii. jesli nie widzisz roznicy miedzy tymi dwiema rzeczami, to chyba nie mamy o czym rozmawiac. sorry ale dyskusja o narkotykach z kims kto nie odroznia thc od opiatow... (wiem, wiem, zaraz nascie osob powie ze nalog to nalog, narkotyk to narkotyk... co nie zmienia faktu ze RZADY, a wiec i cale lobby lekarskie danego kraju, uwaza to za uzywke)
3. ile mam czekac? nastepne 10 lat? to nie jest temat zeby pisac historie o tym kto co palil i co robili jego znajomi, ale na zyczenie moge to zrobic. po raz kolejny pojawia sie pytanie co robisz na tym forum? albo moze co ja robie? przejrzalem nieco archiwa, wyglada to zabawnie, cos w rodzaju "dlaczego narkotyki odpowiadaja za cale zlo tego swiata i jak Karo to udowadnia".
Zdradze Ci sekret - jesli ktos chce byc dobrym terapeuta (a sadzac z aktywnosci tutaj starasz sie ludziom pomoc), po pierwsze nie wolno mu klamac. zwlaszcza mlody czlowiek jest na to wyczulony. jesli powiedzmy bede mial pogadanke w miejscowym osrodku pomocy spolecznej i powiem tym dzieciakom "sluchajcie, jak zaczniecie palic trawe za 3 lata skonczycie na heroinie, zawsze tak jest, w ogole z tego sie nie wychodzi" dzieciaki porownaja to z rzeczywistoscia i straca do mnie zaufanie. jesli powiem im potem "LSD namiesza wam w osobowosci, rozwali w tym wieku struktury, nie jestescie gotowi, nie macie szans zrozumiec takiego doswiadczenia, jesli macie sklonnosci do schizofrenii prawie na pewno je wzmocni" - dzieciaki powiedzia "klamal o trawie, wiec na pewno klamie o LSD - bierzmy i bawmy sie!
4. odrzucone z braku nawet poprawnej formy argumentu.
5. statystyki biore z dwoch oczywistych zrodel. pierwsze to wszyscy ludzie ktorych znam (i to nie od wczoraj czy od roku), drugie to najzwyklejsze statystyki ilosci osob uzaleznionych jakie znajdziesz na dowolnej porzadnej stronie o uzaleznieniach. wystarczy przeczytac i posluzyc sie logika. http://www.emcdda.eu.int/
przeczytaj i porownaj ile osob powiedzmy w 1995 w jakims (jakimkolwiek) kraju palilo trawe w wieku powiedzmy 18 lat, nastepnie przeczytaj ile osob w roku 2005 to robi - w grupie wiekowek 10 lat starszej, czyli 28. odejmij ile osob zaczelo pozniej, dodaj jesli chcesz ile osob bierze twarde (w tej wlasnie grupie wiekowej), wyjdzie ile osob przestalo palic. nastepnie sprawdz ile osob skorzystalo z poradni. co wychodzi? CUD! 80%? 95%? ludzi po prostu przestaje palic, wbrew temu co kolega troche wczesniej napisal, ze to niby prawie niemozliwe bez pomocy osrodka.
podobne porownanie mozesz zrobic zeby uzyskac ile osob przechodzi na narkotyki twarde.
niestety nie ma tam statystyk ile osob palac marihuane prowadzi normalne zycie, tutaj opieram sie wylacznie na tym co widze na co dzien. z tego wlasnie wysnulem wniosek ze sam narkotyk, zwlaszcza taki, to za malo zeby zniszczyc sobie (a zwlaszcza drugiej, niby "kochanej" osobie) zycie
6. nc
7. forum owszem sluzy do dyskusji, ale - tu i teraz chcialem za tego poteznego offtopa przeprosic administracje :) probowalem przeniesc to na prv, niestety... to owszem ciekawy temat, ale na oddzielny watek. natomiast pomijajac tak drazniaca Cie kwestie "nie uznania marihuany za cale zlo tego swiata" chcialem tylko zwrocic uwage, ze glowne przeslanie mojego pierwszego postu bylo:
Dziewczyno, nie patrz na chlopaka, patrz na siebie! ktos kto zyje z taka osoba ma problem i niech najpierw sproboje go rozwiazac, potem ewentualnie bierze sie za pomaganie innym!
Niestety ale fakt istnienia "syndromu corki alkoholika" istnieje - to takie dziewczyny, ktore wyszukuja / zakochuja sie w facetach dazacych do uzaleznienia, nie mogacych zapewnic stabilnego zwiazku w przyszlosci. Poniewaz to ona poprosila o pomoc, napisalem to co dla NIEJ uznalem za najlepsze. nie wiem, zniszczylas sobie zycie i starasz sie teraz na sile zwalic wine na srodki chemiczne czy co?
Posted: 11.09.2005, 08:16
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
07.09.10
postów:
1027
1. Zabawne, a ja mam odwrotnie. I co z tym zrobimy?
2. Nie, to nie jest kpina. I wyobraź sobie, że wiem o tym co piszę trochę więcej niż Ci się uroiło pod czaszką. Nie biorę tego bynajmniej z internetowych badań statystycznich ani z filmów.
3. W którymś miejscu stwierdziłam może, że narkotyki odpowiadają za całe zło tego świata? Udoawadniam to? Nie? No właśnie. I wyobraź sobie, że żaden z moich postów odrobinki kłamstwa nie zawierał. Tylko po co ten text tutaj? Znów starasz się za wszelką cenę wypowiedzieć o czymś, na czym się znasz zmieniając sprytnie temat? I zamiast pierdolić głupoty wskaż mi konkretne zdanie, w którym miejscu stwierdziłam, że ZAWSZE zaczynając od mary skńczysz na herze.
4. No fakt, brakuje Ci argumentacji.
5. Nie będę tego kometować. Stronę przejrzałam i ok. Tylko dochodziy czasem do błędnych wniosków... Wszystko zalrży od człowieka, jednak w większości przypadków dragi wystarczą do zniszczenia sobie życia.
6. ....
7. I proszę Cię, nie próbuj mi teraz udowadniać, przy pomocy strasznie mądrych wyrazów i statystyk że prowadzę tutaj świętą wojnę. Nie działa to na mnie. Poza tym, każdy przypadek to osobna historia, a wybacz, ale śmiać mi się chce przy stwierdzeniu "ktoś kto żyje z taką osobą ma problem". No ma, tym problemem jest patrzenie na robienie sobie dziur w mózgu przez bliską osobę.
Tak wyobraź sobie, zniszczyłam sobie życie. Nie zwalam winy na herę ani amfę. Ty za to powinieneś przestać wygłaszać tutaj mowy akademickie, jeśli wiesz o co mi codzi.
Ta dyskusja jest faktycznie bez sensu. Mario, nie wiem, jest możliwość przeniesienia tych postów gdzieś? W sumie to bardzo ciekawe, może inne osoby coś do tego dodadzą, bo mnie się powoli prawdę mówiąc kończy cierpliwość....
Posted: 11.09.2005, 11:38
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
07.09.10
postów:
512
UFF !!! ale pyskówa, sporo ciekawych argumentów merytorycznych przeplecionych z niewybrednymi wycieczkami osobistymi (dotyczącymi wieku, wykształcenia i chyba nawet płci :))
mam nadzieję że ta wasza nawalanka pomogła Dziewcze zrozumieć problem i poszuka ona pomocy i wsparcia dla siebie w Poradni Monaru.
Co do was moi mili, proponuję wymienić się nr GG i tam kontynuować tą jakże ciekawą dyskusję.