witam wszystkich...dawno się nie odzywałam ale niestety nie dzieje się u mnie nic czym mogłabym się pochwalić.BEZ ZMIAN.Kto zna moją sytuację to wie co to znaczy....rzuciłam się w wir pracy,zmęczona zajęta domem i codziennymi obowiązkami oszukuję sama siebie,że nie dostrzegam jak umiera powoli na swoje życzenie.Nie ma już awantur,nieporozumień,bo mi zabrakło sił.Staram się żyć i czekam aż dragi pomogą mu zrozumieć jak się zniszczył(wiem,to nie dobre podejście)ale jego też jest złe i zdaje się ,że nic tego nie zmieni.On kocha ten stan,praktycznie nie przestaje.Hobby komputerowe po nocach,później praca eliminuje jaką kolwiek przerwę.Wyląda źle ale on tego nie dostrzega tak jak następnej powitanej wiosny...z dragami i strzykawą w kieszeni....dziwna nastała sytuacja w naszym domu....martwa jakbyśmy oboje czekali na finał.....smutny finał naszej miłości..... :cry:
Posted: 23.03.2006, 17:50
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
26.08.10
postów:
795
Droga Kotunko tak mi smutno na sercu się zrobiło czytając Twojego posta. Może chociaż ten egzamin na prawo jazdy zdałaś? To by był mały promyk szczęścia.
Kotunko droga jakby chodziło o moją żonę i nic by Jej nie przekonało o tym aby poszła sie leczyć, to bym w pracy poinformował przełożonych o Jej problemie i aby dali mu ultimatum albo leczenie albo zwolnienie. Lepiej niech by Ją wywalili z pracy może to by Ją ruszyło, aniżeli bym miał patrzeć jak ukochana osoba ginie z dnia na dzień i czekać na to co jest nie uchronne przy takim trybie życia. Tego bym nie zniósł. Współczuję Ci i nie wiem jak Cię pocieszyć. Myślę, że jednak jak odpoczniesz zaczniesz dalej walczyć o Niego. Pozdrawiam i zyczę spokoju jak i wytrwałości.[/img]
Posted: 23.03.2006, 19:19
oceń:
monarowiec
zarejestrowany:
czerwiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
01.10.07
postów:
96
Witaj kochana Kotunko
Szczerze Tobie współczuję, takiego doła dostaję co kilka dni, ale wchodze tu na forum i czerpię siły... Mam nadzieję, że coś drgnie u Ciebie na plus, też powiadomiłabym przełożonych o chorobie, o konieczności leczenia. Wiem, że to trudne i bolesne ale sama dochodziłam do decyzji o postawieniu Kubie ultimatum. A co rodzice na to wszystko?
Posted: 29.03.2006, 21:43
oceń:
domownik
zarejestrowany:
listopad 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
30.05.09
postów:
59
rodzice?...mają tak dosć ,że od dawna udają....nic się nie dzieje,nic nie chcemy wiedzieć chodzi do pracy,żyje i to nam wystarczy.Odsunęli od siebie myśl,że mają syna narokomana,wstydza się tego strasznie.Ja się tego nie wstydzę,ale pomóc komuś takiemu to długa droga czasem do nikąd.Teraz jeszcze zajął się dilerką.Stajemy się odlegli od siebie..mój świat to dziecko,praca i codzienne sprawy większosci ludzi,jego świat to niespokojny dzień,nieprzespana noc zmęczenie i wieczny niepokój przeplatany z nerwami i brakiem cierpliwości do wszystkiego.Nie kontroluje już kiedy dragi przestają działać śpi wtedy gdzie popadnie,na biurku w pracy,w ubikacji.....i tak w koło....Ja jestem spokojna osobą i nawet przy takim człowieku układam sobie każdy dzień tak żeby spełnić oczekiwania co do siebie i dziecka a więc co do naszego zycia...tworzę taką"normalną"rodzinę z nienormalnym partnerem...chorym na straszną chorobę......ciężka to praca...może kiedyś zaowocuje....
Posted: 30.03.2006, 03:53
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
marzec 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
10.04.06
postów:
7
Wiem co przezywasz ... tylko ze z perspektywy narkomana ... co prawda ja jestem uzalezniony od marihuany ale dokladnie zdaje sobie sprawe co przezywasz, moja dziewczyna zyla dokladnie w takim sam sposob. Naprawde nie moge teraz pojac jak ja moglem byc taki glupi ;(
Posted: 30.03.2006, 17:30
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
26.08.10
postów:
795
Jony- nie taki głupi, tylko taki chory. Głupi to byliśmy jak po raz pierwszy sięgnęło się po jakikolwiek narkotyk a ja alkohol.
Kotunko - podziwiam Cię jak i inne kobiety w takiej sytuacji. Skąd Wy czerpiecie tyle cierpliwości i miłości? A my barany dopuki się nie zaczniemy leczyć i patrzeć na ten świat realnie tak okrutnie Was wykorzystujemy z pełną premedytacją. Straszna choroba, czyli straszne są i jej skutki, ale także strasznie twarda musi być miłość aby z tego bagna wyjść.
Posted: 30.03.2006, 19:06
oceń:
monarowiec
zarejestrowany:
czerwiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
01.10.07
postów:
96
Witaj kochana kotunko...
Nie wiem, gdzie pracuje Twój partner, ale czy Jego pracodawcy oczy mają w tyłku, i nic nie widzą? Nie boją się , że cos co od Niego zależy spieprzy, kogos narazi na jakieś kłopoty albo niebezpieczeństwo? Mój syn tez przynosił towar do domu, ale lądował w kiblu albo był zniszczony. Tak tylko sie zastanawiałam ile kasy poszło z dymem albo z wodą, ale to z ciekawości, a nie z zalu że szkoda pieniędzy. Po tych akcjach towaru więcej nie było. Hm... podzwoniłam jeszcze wtedy gdzie wydawało mi się najrozsądniejsze. Rodzice....może warto wydrukowac im z forum rózne posty? Ja tak zrobiłam. Bo "dojrzewali" też długo... Ale pomogło, chyba nie do końca wierzyli, co przeczytali, więc drukowałam kolejne. Finał był taki, że synus wylądował na dworze z rzeczami...Czy teściowie nie mieli ngdy kontaktu z alkoholikiem - bo to tez straszna i niszcząca choroba. To nie jest wyjście, że będą udawac że nie widzą i tylko sie wstydzić...Pozdrawiam Cię , trzymaj się
Posted: 03.06.2006, 22:25
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
maj 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
19.06.06
postów:
13
Witaj :)
A ja tak sobie myśle... skoro mówisz że zajął się dilerką to może wystawić go policji, może jak troche posiedzi to da mu to do myślenia, może kłopoty spowodowane przez narkotyki spowodują że się obudzi. Może...............
Powodzenia i trzymaj się a wszystko będzie dobrze, nawet jak w tej chwili nic na to nie wskazuje :wink:
Życie proste nie jest!
Rzecz polega na tym by na zakrętach nie wypadać z drogi:)
Posted: 03.06.2006, 22:58
**nieznany użytkownik**
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
02.08.06
postów:
34
I co?Sądzisz,że więzienie mu pomoże?....Zresocjalizuje..??
Bzdura!Nie ma czegoś takiego....
Tam, kończy się człowieczeństwo....
(Tak jest najłatwiej, zamknąć....)
Mnie się Twoja alternatywa nie podoba, ale masz prawo mieć własne zdanie,szanuje to.
Pozdrawiam :)
Posted: 04.06.2006, 10:28
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
maj 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
19.06.06
postów:
13
Nie mówie o resocjalizacji w sensie resocjalizacji, myśle tylko że mogłaby to być kara która dałaby mu do myślenia że zaszedł za daleko i czas wrócić na lepszą droge.
A z drugiej strony, czy uważasz że za dilerke nie należy się kara jaką jest więzienie?
Życie proste nie jest!
Rzecz polega na tym by na zakrętach nie wypadać z drogi:)
Posted: 04.06.2006, 14:39
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
listopad 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
28.12.06
postów:
25
Droga Kotunko ja tam troszke z innej beczki, jezeli on ćpa i diluje to jest duże prawdopodobieństwo ze skonczy sie to niezłymi długami a to pewnie znowu odbije sie na was tzn. rodzinie, a druga sprawa ze takie "czekanie" az dragi pomoga cokolwiek zrozumiec to w/g mnie czekanie na cud, a dla niego sytuacja wprost wymażona bo przynajmniej nikt mu nie pierdoli nad uchem, ja jak zwykle w takich wypadkach jestem za kopnieciem go w dupe, jak nie probuje nic ze soba zrobic to pa!!ale to tylko moje zdanie pozdrowionka
Posted: 04.06.2006, 15:13
**nieznany użytkownik**
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
02.08.06
postów:
34
Hm....
Dlaczego ma ponosić karę??!
Za co?
Nie....dla mnie bez sensu.....
No i co ona niby by dała??
Myślisz,że by się cudownie zmienił, nawrócił?Czy może chodzi Ci o to żeby pokutował, cierpiał...??
Wiesz....dużo bliskich mi osób skończyło w więzieniu.....
To jest złe miejsce....
Osoby uzależnionej nie wsadza się do więzienia, przynajmniej ja jestem takiemu rozwiązaniu przeciwna....
W więzieniu wyzbywasz się ludzkich uczuć....i dalej ćpasz,tam towaru jest pełno...Mówisz i masz....
Co do dilerki...mam uczucia mieszane...
Ale....hm....chyba powinniśmy zająć się ludźmi....profilaktyka...zapobiegać jakimś dewiacjom społecznym...a nie zapełniać wiezienia....bo tak jest najprościej....
Pozdrawiam Serdecznie :)
Posted: 04.06.2006, 19:48
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
26.08.10
postów:
795
Ja wiem z praktyki że w Zapowiedniku tam gdzie był mój syn byli na lecxzeniu osoby które miały iść siedzieć za dilerkę ale poszli na leczenie i kara jest zawieszona. Jak ukończą leczenie i będą neofitami czyli cała terapia skutecznie ukończona i teapeuci wtedy poręczają za nich i nie idą siedzieć. Jak by nie dokonczyli to wiadomo że idą do więzienia. Także jest to wtedy dla mnie sensowne. Poprzez strach przed karą idą się leczyć i starają sięzapewne na początku pod naciskiem ale z czasem sami widzą dobro w terapii i idą do przodu. Jest to zachęta dla bardzo zatwardziałych nie chcących się leczyć osób.
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Posted: 04.06.2006, 19:48
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
maj 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
19.06.06
postów:
13
Wiesz co mam wrażenie że Ty inaczej widzisz ten problem, że Ty patrzysz na niego oczyma osoby uzależnionej i w pewnym sensie szukasz łatwego rozwiązania dla tego problemu.
Dla mnie terapia to łagodny wymiar kary bo nieprzymusowy.
A czy czlowiek stawiający ćpanie ponad wszystko sam nie pozbawia się człowieczeństwa? Czemu tak bardzo bronisz przed więzieniem, przed karą jaką jest odizolowanie od życia dnia codziennego.
Życie proste nie jest!
Rzecz polega na tym by na zakrętach nie wypadać z drogi:)
Posted: 04.06.2006, 20:11
**nieznany użytkownik**
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
02.08.06
postów:
34
Zgadzam sie z przedmówcą....
Owszem, patrze z perspektywy osoby uzależnionej, ale nie uważam żebym z tego tytułu miała zawężony choryzont.
W żadnym wypadku nie szukam najłatwiejszego rozwiązania.
Ew, takiego które faktycznie przyniesie korzyści,a nie uważam,żeby wiezienie coś za sobą wnosiło.Zastanów się...
Łagodny...??Terapia nie jest wcale czymś prostym!Walka z samym soba jest najtrudniejsza!
(Bywają również przymusowe leczenia-sprostowanie)
Pozbawianie człowieczeństwa.....to stanowczo za mocne słowo, tak się nie dzieje.
Czemu bronie?
Bo każdy człowiek zasługuje na szacunek i drugą szanse!Nienawidzę ludzi którzy przyczepiają"etykietki", przekreślają ludzi....Na jakiej podstawie?Nie mają do tego prawa!
Odizolować?!
Wiesz co na celu ma resocjalizacja?Przystosowaniu do powrotu danej osoby do społeczeństwa....
Idąc Twoim tokiem myślenia....narkomanów i dilerów powinno się pozamykać w wiezieniach....Z tym się w żadnym wypadku zgodzić nie mogę!!
Osoba uzależniona, ma problem....pomocą służą terapeuci, ośrodki....oni mają pełne prawo do życia i szczęścia.
Izolujesz. bo się boisz?Bo nie znasz?Bo nie możesz poskromić?
Osoby uzależnionej nie powinno się karać!!!
Za co?Trzeba jej pomóc.....!!
Co Ci przyjdzie, z tego,że wsadzisz taką osobę za kratki??Będziesz miał sadysfakcje?
A co to wniesie do jej życia??
Pomyśl co piszesz proszę...