bardzo ciekawi mnie jedna kwestia. chciałabym poznać wasze opinie. no więc terapia w ośrodku ma na celu spowodowanie coś w rodzaju przebudzenia duchowego. uzależniony musi zmienic cały system wartości, swoje myślenie, zniknąć mają kłamstwa, przekręty, chore kombinowanie. terapia pomaga w tym, aby w końcu stać się szczerym wobec siebie i innych.
niedawno rozmawiałam z koleżanką, która powiedziała że nie wierzy w to, że ktoś kto latami brał narkotyki i jego życie polegało na ciągłym oszukiwaniu i manewrach które miały na celu zdobycie dragów bez zwracania uwagi na uczucia innych ludzi- nie wierzy że takiemu komuś nawet po terapii uda się być szczerym. Że zawsze jak będzie miał do wyboru zakombinować albo dojść do celu w uczciwy sposób, to wybierze to pierwsze, bo tak jest łatwiej albo szybciej. Taką postawę można określić mianem CWANIACTWA. To taki sposób na życie, który kiedyś narkoman miał po to, aby zdobyć dragi. a po terapii, mimo że nie będzie brał to i tak będzie sprytnym cwaniaczkiem, mistrzem w manipulowaniu ludźmi. w końcu przez lata brania narkotyków doszedł do perfekcji we wciskaniu kitu, oszukiwaniu i robieniu wody z mózgu innym. to opinia mojej koleżanki.
ciekawa jestem co wy na to- czy uzależniony na zawsze pozostanie takim cwanym chytrusem, który doskonale kombinuje i manipuluje innymi???
Posted: 04.04.2006, 23:52
oceń:
moderator
zarejestrowany:
listopad 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.05.10
postów:
561
Luizo.. Twoja kolezanka chyba nigdy nie słyszała o czymś takim jak.. "ludzie się zmieniją" i to dotyczy ogółu a nie tylko tych co nie biorą.
To ,ze było sie cwaniakiem, manipulowało ludżmi , i zdobywało towar lub osiągało po kosztach innych to czego sie chce , nie oznacza,że zawsze się takim już zostanie..
Ludzie są różni i nie można ich uogólniać tak samo trzeżwych jak i narkomanów. Jeśli ktoś chce sie zmienic to się zmieni.. a jak nie to nie.
Cwaniaków jest pełno wśród trzeżwych ludzi , nie tylko wśród narkomanów.
A co do nich to różnie bywa.. zmienią się lub nie ,to ,że jest się narkomanem , lub ściślej to ,ze wcześniej sie ćpało. kombinowało jak tylko można nie oznacza, ze ów opanowanie do perfekcji swoich kombinacji i manipulacji będzie siedziało już w kimś do konca życia.Jak najbardziej błędne myślenie.
Ośrodek zmienia owszem , zaprzestanie ćpania również ;gdy się z tym zrywa jest się innym innym człowiekiem, przestaje nami działać uzależnienie.Zmieniamy się w pewnym sensie ,nasze zachowanie, spojrzeżnie na świat ,u każdego to wyglada inaczej i dzieje się w różnym stopniu.. Tak więc wszystko zależy od danej osoby.Ale nieprwdą jest co powiedziała Twoja koleżanka,całkowicie się z nią nie zgadzam.
pozdrawiam ;)
Posted: 05.04.2006, 08:58
oceń:
neofita
zarejestrowany:
lipiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
08.02.10
postów:
675
Na podobnej zasadzie niektórzy podchodzą do zdrady w związkach, czyli jeśli raz zdradził, to zdradzi i drugi. A w rzeczywistości ryzyko ponownej zdrady jest takie samo, jak przed jej zaistnieniem. Każdy kryzys zmienia człowieka (niejednokrotnie na lepsze) i każde zachowanie można zmienić... I tak właśnie jest z tym tak zwanym cwaniactwem. To nie jest tak, że narkomanii to urodzeni cwaniacy i manipulatorzy, czyli że są to ich cechy, które nie podlegają zmianą bądź ulegają im ale w minimalnym stopniu.
Leczenie odwykowe tak jak napisałaś polega na przewatościowaniu wyznawanych norm i wartości. Jest to proces długi, który nie kończy się po wyjściu z ośrodka. Prace nad sobą trzeba kontynuować przez całe życie. Choć moim zdaniem nie powinno to dotyczyć jedynie osób uzależnionych. Powrót do starych nawyków częstokroć jest oznaką nawrotu, który może skończyć się powrotem do ćpania.
Ja osobiście nie uważam siebie za wybitnego manipulatora i kłamce, a tak poza stare przysłowie mówi: "kłamstwo ma krótkie nogi" i trzeźwego życia nie da się na nim zbudować.
"Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
Posted: 05.04.2006, 19:06
oceń:
pretendent
zarejestrowany:
marzec 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
15.12.06
postów:
67
Wiesz Luizo, to jedna z najdziwniejszych transformacji jaka może zajść w człowieku... Ja z permanentnego kłamcy stałam się kryształowo uczciwa. Nie wiem dlaczego, może właśnie wbrew temu co było... Jak zastanawiam się czasem nad przeszłością i przypominam sobie, jak kłamałam nawet w sytuacjach, w których mogłam właściwie powiedzieć prawdę, to śmiać mi się chce. Bo sensu w tym brak. Teraz jest przeginka w drugą stronę. Nie kłamię, nie naginam rzeczywistości, nie ściemniam. Bo po co? Ci, którzy mnie lubią, lubić mnie będą nawet, jeśli powiem im prawdę. A reszta mnie nie obchodzi. Nauczyłam się, że każde kłamstwo prędzej czy później wychodzi na jaw i trzeba ponosić konsekwencje. Teraz moja droga jest prosta, szeroka i jasna. I jest mi z tym bardzo dobrze :)
Posted: 05.04.2006, 19:27
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
26.08.10
postów:
795
Koleżanka, może mierzy innych swoją miarą? Czy ona się nie rozwija i nie zmienia? Żartuję, ale jest to bardzo nie ludzkie myślenie w ten sposób o swoich bliźnich. Jak ja się zmieniam na lepsze to dlaczego niby inni tego nie mieliby robić? Chyba, że się uważam za ideał czyli nie muszę się zmieniać / a takie myślenie to już na pewno jest chore /. Jednego możesz być pewna. Po terapii każda osoba jest świadoma swoich wad i doskonale wie co ma robić aby się stawać coraz lepszym. A „zdrowe” niby osoby widzą wady ale zazwyczaj u innych a nie u siebie. I to jest wielki plus choroby uzależnienia czyli i osób uzależnionych- właśnie świadomość swoich wad i praca nad sobą. I wiadomo jak ktoś naprawdę chce się rozwijać czyli trzeźwieć to z czasem staje się o wiele lepszym człowiekiem nawet jeszcze jakim był przed uzależnieniem, ale oczywiście i są osoby po terapii i to nawet po długoterminowej a po wyjściu nie stosują się do zaleceń i mimo, że jakiś tam czas nie biorą czy nie piją a i tak chyba diabeł by z nim tylko wytrzymał. Nazywa się to suchością a nie trzeźwieniem /pijany na sucho, naćpany na sucho czyli niby nie bierze a zachowuje się tak jak w czasie czynnego uzależnienia/ a w końcu i tak kończy się to przerwaniem abstynencji jeżeli nie ruszy w końcu tyłka i nie zacznie pracować nad sobą. Czyli jak ktoś chce być trzeźwy to na pewno nie może cwaniakować, kłamać i oszukiwać innych, bo tak naprawdę oszukuje przede wszystkim samego siebie.
Posted: 07.04.2006, 22:35
oceń:
domownik
zarejestrowany:
marzec 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.12.06
postów:
31
:)
Jakos tak sie utarlo ze narkomanie laczy sie ze wszytskimi najgorczymi cechami. Ale to nie kwestai narkomani tylko chrakteru. Po narkotykach latwiej przekracza sie pewne granice to oczywiste niemniej nie mozna tego nazwac regula. Znalem narkomanow czynnie uzaleznionych ktorzy mieszkali w sqotach, moglem im spokojnei klucze do domu zostawic i wiedzialem ze nic nie zginie. Sa pewne wybory ktore dokonuja sie gdzies w naszj duszy, nie sa one zdeterminowane tylko i wylacznie chęcią przyjemnosci ale czyms wiecej. Jest to rodzaj myslenia spolecznego opartego na empati. Skoro nie chcę byc okradany sam nie powinienem tego robic. Jest to mozliwe tylko wtedy gdy przestaje skupiac się na sobie a zaczynam wczuwac sie w sytuacje innych. Uzalezniony zwykle jest bardzo skupiony na sobie w pierwszych latach zdrowienia a potem zaczyna coraz bardziej zwracac uwage na innych, na to co czuja czego pragna. Jest to tez pewien rodzaj ineteligencji emocjonalnej ktora mozna rowijac z wiekiem o ile tylko sie zechce.
:)
Posted: 09.04.2006, 11:59
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
kwiecień 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
09.04.06
postów:
2
Ja przestałem klamać z powodów praktycznych - nie musze pamietac co komu naklamałem!! I mam świety spokój...
Posted: 09.04.2006, 13:21
oceń:
domownik
zarejestrowany:
styczeń 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
17.05.10
postów:
48
Tak sobie czytam i czytam te wasze madrosci(bez urazy:) ale nie wydaje mi sie zebyscie mieli racje. Osrodek nie jest w stanie zmienc czlowieka a jedynie jego podejscie- i to tez nie zawsze. Bycie cwaniakiem i manipulatorem ma swoje przelozenie pozytywne. Wdzisiejszym BABILONIE jest to czesto jedyna droga do tego zeby sie utrzymac na poeierzchni .Wiem ze moja teoria moze byc niepopularna ale tak to widze, umiejetnosc wplywania na ludzi i sytuacje moze miec zbawienny wplyw na miejsce w ktorym sie znajdziemy. trzezwe zycie nie jest znowu takie leekie i przyjemne a ludzie to niejednokrotnie potwory, wydaje mi sie ze to tak jak z inteligencja, mozemy ja wykozystac do dobrych i zlych rzeczy,cwaniactwo czy manipulacja jezeli nie czyni nikomu krzywdy nie musi byc szkodliwa moze ulatwic zycie jesli nie pociaga za soba kosztow spolecznych pozdro ion
Posted: 09.04.2006, 23:55
oceń:
domownik
zarejestrowany:
marzec 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.12.06
postów:
31
Nie zgodze sie z Toba. Nie jestesmy bezwolnymi cyborgami zaprogramowanymi przez szalonego programiste, ktore nie mają wpływu na swoje postepowanie. Można oczywiscie postepować tak aby osiagnć szybki zysk: poprzez okradanie, bycie agresywnym etc. Jednakze takie zachowania sa aspołeczne. Oznacza to, iż spoleczenstwo zlozone tylko ze zlodzieji czy bandytów nie moglo by istniec. Pomimo iz takie zachowania ulatwiaja zycie na krotka mete w bardziej dlugofalowym rozrachunku maja niegatywne skutki. np: agresywni ludzie zwykle sa samotni i maja problemy emocjonalne, pozatym gdy znajda sie w sytuacji gdy sa slabsi wtedy popadaja w totalna uleglosc i traca siebie, zlodzieje zadają sie tylko ze złodziejami, pozatym maja obsesje ze inni chca ich okraść, cfaniacy zyja w swiece ktory wypelniają osoby pragnace ich orżnąć przy kazdej okazji. Jakos tak jest, iz przyjmujac aspoleczna postawe pojawia sie neurotycza a nawet psychopatyczna osobowosc niezdolna do czerpania szczescia ze zwyklego zycia. Poza inteligencją naszymi emocjami jest cos co wybiera filozofie zycia cos co wybiera ściżkę do osiagniecia szczescia i satysfakcji w zyciu. Mozemy wybrac latwa sciezke do latwego i powierzchownego szczescia ale mozemy tez zdecydowac sie na trudniejsza i bardziej mozolna gdzie wygramy znacznie wiecej. To troche tak jak jak by porownac stan nacpania oraz stan uniesienie po osiągnieciu jakiegos sukcesu w zyciu. Nacpanie jest latwiejsze i intensywniejsze ale po paru dniach niewiewiele z niego zostaje. Natomiast rzeczywistym sukesem mozemy sie cieszyc do konca zycia i wracac do niego np w gorszych okresach w których bedzie stanowił tracze dla nas. Wspomnienie nacpania nigdy tego nam nie da! za zmiana wyboru filozofi zyciowej pojdzie zmiana zmiana nawykowych zachowan. Wszytsko zacyzna sie od wyboru. Wybor to jest jak pierwszy krok w kierunku celu i tak pierwsza dzialka narkotyku jest pierwszy krokiem ku uzalenieniu, pierwszy "mityng" jest pierwszysm krokiem ku zdrowieniu.
Skorpion nie moze przestać kasac bo nie ma wyboru ale zlodziej zawsze moze przestac krasc. Ten wybor jest wyborem duchowym. Do wyboru duchowego nie da sie czloweka przekonac, mozna go zmusic zeby niekradl (za pomoca kary) ale to nie o to chodzi. Chodzi, iz on w glebi swojej duszy musi tego wyboru dokonać. Mysle, ze tu nie ma regul narkomani czy zdrowi wszyscy dokonujemy wyborow w ciagu dnia. Czasami idziemy na latwizne czasami bronimy wartosci w ktore wiezymy kosztem zarabianych pieniędzy. Gdy zbyt czesto idziemy na latwizne coraz latwiej nam to przychodzi to jest jak nalog..... ale zawsze mozemy zawrocic jesli tylko zechcemy. Nie ma wiekszego szczescia niż zycie w zgodzie z tym co uważamy za sluszne, postepowanie tak jak chcemy bez lęku i lenistwa. Czego wszytskim zycze :)
Posted: 11.04.2006, 11:27
oceń:
neofita
zarejestrowany:
lipiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
08.02.10
postów:
675
manipulacja jest wszechobecna... fakt... ale cóż nie należy się na nią zgadzać... ja ogólnie nie lubię kiedy ludzie mną manipulują (unikam takich osobników) i dlatego nie robię tego wobec innych. Postępuj wobec ludzi tak jak sam chciałbyś być traktowany... zmianę świata zacznij od siebie ... nikt nie powiedział, że życie na trzeźwo będzie piękne i kolorowe, a jeśli tak ktoś Ci powiedział to kłamał.
Manipulacja zazwyczaj szkodzi drugiej osobie - to wynika z samej definicji tegoż słowa.
"Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
Posted: 11.04.2006, 13:00
oceń:
domownik
zarejestrowany:
maj 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
27.09.07
postów:
46
absolutnie sie nie zgadzam z opinia ze narkoman do konca zycia zostanie cwaniakiem i oszustem!!! jasne ze nie kazdy bierze do siebie i przyjmuje jako swoje, zasady jakie wpaja sie w osrodku, ale taki czlowiek wedlug mnie predzej czy pozniej i tak zacznie cpac, bo nie da sie pozostac przy starym stylu bycia wyciagajac z tego jedynie dragi...po prostu jest to niemozliwe na dluzsza mete.oczywiste jest ze cpun na cale zycie pamieta w jaki sposob sie oszukuje i manipuluje, ale nie znaczy to ze bedzie te wiedze wykorzystywal przeciwko innym, zeby ulatwic sobie zycie.przemiana czlowieka podczsa terapii to chyba przede wszystkim ułożenie sobie nowej chierarchii wartości, tak wiec czlowiek ktory przewartosciowal pewne sprawy moze byc uczciwy i to nawet bardziej niz wiekszosc ludzi, bo powiedzmy sobie szczerze, w dzisiejszych czasach mnóstwo ludzi "kombinuje".
uwazam ze osoba, ktora mowi ze narkoman sie nie zmienia nie ma zielonego pojecia o czym mowi i jest bardzo płytka.
jesli zas chodzi o umiejetnosci klamania i manipulowania, ktorych nabylismy jako czynni narkomani tak naprawde moga byc wykorzystane w dobrym celu.mysle, ze ciezko nas samych oszukac i nie tak latwo moga sobie za nami poradzic jacys naciagacze, albo nieuczciwi pracodawcy, potrafimy zawalczyc o swoje tak jak kiedys walczylismy o narkotyk.poza tym przeciez kto inny moze lepiej rozkminić zakłamanego cpuna w osrodku jesli nie terapeuta-trzezwy narkoman???
na koniec chce jeszcze dodac, ze tak naprawde cale zycie pracujemy nad soba, zarowno cpuny jak i "normalni" ludzie, oczywiste jest ze pojawiaja sie pokusy, by ułatwić sobie zycie, ktorym ciezko sie czasami oprzec narkomanowi, ale wcale nie znaczy to ze zawsze im ulegamy.a jesli wygrywamy z taka pokusa to czujemy wielka satysfakcje ktora tylko wzmacnia nasza determinacje do utrzymywania trzezwosci.ja bynajmniej tak wlasnie mam.
Posted: 19.04.2006, 20:00
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
kwiecień 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
06.07.06
postów:
19
Wiesz Luiza...wydaje mi sie ze to przedewszystkim zalezy od podejśćia narkomana który idzie na leczenie..jesli odrazu na początku jest nastawiony na nie i wpada w układy i gmatwa sobie tam zycie to wiadomo ze nic nie będzie z jego zmiany,dopiero az sam zrozumie ze musi sie wziąć za siebie.Na swoim przykładzie mogę Ci powiedzieć ze nie osrodek mnie zmienił ale sama absytnencja w której troszke juz trwam(osrodek dał mi dobre fundamenty które potem wykorzystałem w swojej małej wojence z nałogiem):) i to własnie dzięki temu zmieniłem podejscie bo spojrzałem na to z innej perspektywy,w tej chwili nie oszukałbym matki na 50gr. a kiedyś okradałem ją z biżuterii wiesz..to wszystko zalezy od podejscia człowieka jezeli ktoś chce nad sobą pracować to dązy do wyelminowania takiego kręcenia..lub poprostu "dojrzeje" i zrozumie o co chodzi:)
Posted: 20.04.2006, 12:10
oceń:
pretendent
zarejestrowany:
luty 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
13.12.06
postów:
62
ja rowniez potpinam sie pod zdanie wiekszosci bo sam jestem po leczeniu i moj sposob postrzegania wielu rzeczy jest zupelnie inny wole dosc do czegos ucziwie mimo ze to zazwyczaj dluzej trwa niz oszukujac
Posted: 20.04.2006, 14:57
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
luty 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
25.04.06
postów:
2
Mi sie wydaje ze mozna takich ludzi podzielic na pare grup....:pierwsza-->ludzie ktorzy nadal klamia,kombinuja.Ludzie ,którzy szczyca sie z tego ze wlasnie tak robią,że niby sa tacy zajebisci!Nie nauczyli sie w zyciu,ze wszystko trzeba zobyc jakimis wyrzeczeniami no i w jakims rodzaju pracą.A nie poprostu zdobyc to czyims kosztem;/Wydaje im sie to normalne bo wiekszosc ich zycia tak wlasnie wygladala!
druga-->Ludzie ,ktorzy nie kombinuja,staraja sie byc uczciwi lecz nie zawsze im to wychodzi...;/...juz sama sie popogubilam w tym wszystkim...ale w kazdym badz razie zmierzalam do tego ze chyba czasem oni nawet nie sa swiadomi ze w danym momencie klamia.Wiele sytuacji dalo mi do myslenia wlasnei w tej sprawie i doszlam do takiego wniosku! Ale nie wiem czy dobrze mysle bo w sumie nigdy tego nie zrozumiem chyba:/ ?? pozdrawiam :( :( Straszne to jest niestety... :cry:
Posted: 21.04.2006, 08:17
oceń:
neofita
zarejestrowany:
lipiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
08.02.10
postów:
675
Nie istnieje coś takiego jak kłamstwo nieświadome. Kłamstwo jest zawsze świadome. I kłamie każdy z nas. Badania podają, że czynimy to od 2 do 200 razy dziennie.Tyle, że nie każde kłamstwo jest złem. Trudno nazwać złem, kłamstwo grzecznościowe czyli na przykład powiedzenie: "Nic się nie stało" gdy ktoś Ciebie niechcący popchnie. Czasami kłamiemy by kogoś ochronić przed krzywdą i to też nie jest złem. Możemy ukrywać swoje emocje mówiąc: "Jest dobrze", gdy tak naprawdę nie jest najlepiej. Mówienie prawdy nie może być doprowadzone do absurdu, bo wtedy będziemy mieli sytuacje rodem z dramatu Ibsena "Dzika kaczka". W którym to Gregers Wels zwolennik głoszenia prawdy ponad wszystko i bez względu na konsekwencje doprowadza do rozpadu rodziny... a za grzechy dorosłych płaci niewinne dziecko.
Złem jest kłamstwo mające na celu zaszkodzenie drugiej osobie, dążące do osiągnięcia czegoś kosztem innych.
"Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez