W tym poczuciu bezsilności ciągle tli się we mnie jakaś iskierka nadziei, że jeśli jeszcze nie teraz, to może za czas jakiś..., jeśli nie jego rodzice, to on sam zrozumie (zrozumie...? czy upadnie tak nisko, że już nic innego mu nie pozostanie, tylko powrót do leczenia...?) Za ile czasu? Rok...dwa...? Za chwilę będzie pełnoletni. To też może być jakiś przełom...wiele może się zmienić w układzie domowym...Dopóki jestem w pobliżu i mogę cokolwiek zrobić, wciąż próbuję, nie odpuszczam. Wiem (a może tylko liczę na to?), że coś zasiałam...By ziarno zakiełkowało,wyrosło, zakwitło i zaowocowało- potrzeba czasu i odpowiednich warunków...Sama nie wiem...być może jestem niepoprawną optymistką...
"Nic tak nie niszczy człowieka, jak brak miłości..."
Posted: 12.02.2007, 18:42
oceń:
pretendent
zarejestrowany:
listopad 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
07.09.08
postów:
86
A próbowałaś rozmawiać z jego rodzicami. Może tu nie chodzi o procedury a o życzliwa i szczerą rozmowę.
"Nie jest łatwo znaleźć szczęście w sobie, ale nie można go znaleźć nigdzie indziej."
Agnes Repplier
Posted: 13.02.2007, 09:58
oceń:
domownik
zarejestrowany:
czerwiec 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
28.09.07
postów:
59
Byłam i jestem z nimi w ciągłym kontakcie, rozmawiałam, uświadamiałam, podsuwałam literaturę w różnej postaci, podawałam namiary stron www, kontakty, gdzie mogliby uzyskać fachową pomoc i informacje.Bez rezultatów. Hasło, które w mniemaniu jednego z nich ma załatwić wszystko: "Bądź mężczyzną". Pstryk. Zrobione.Shit.
I jeszcze komentarz: jeśli chcesz- znajdziesz czas i siły, jeśli nie chcesz - znajdziesz powód
napisany przez: margola, 13-02-2007 - 13:01
"Nic tak nie niszczy człowieka, jak brak miłości..."