<!-- [site-name] --> http://www.facebook.com/pages/Otwarty-Portal-Monaru/125951250767283
Witaj gość - dzisiaj jest piątek, 10 września 2010, 

pamięci Marka

Biografia
Marka Kotańskiego
Historia Monaru
"Ty zaraziłeś ich
narkomanią"

"Daj siebie innym"

nasze menu

 strona główna
 nasze linki
 FAQ - pytania i odpowiedzi
 nasze pliki
 nasze bLogi
 nasza galeria
 nasza księga gości
 Nasz czat

kto jest na czacie

nasze placówki

Bullet5 ośrodki Monar
Bullet5 domy Markot
Bullet5 poradnie Monar
Bullet5 projekty Monaru

trochę wiedzy o...

 narkotykach
 narkomanii
 narkomania w literaturze
 narkomania w filmie

nasz najnowszy link

Click

Radio WNET - Warto żyć
Zapraszam do zapoznania się z akcją "Warto żyć" współorganizowaną przez Radio Wnet. W Polsce powszec...
odsłon:553

nasze linki ]

nasz bLogariusz

licznik odwiedzin

Dzisiaj:64
W tym miesiącu:4969
W tym roku:136527
Ogólnie:1676378

Od dnia 08-01-2002

Przejdź do strony: 1 - 2 - 3 [+1]

Do dołu
terapia i co dalej...?
  • Posted: 07.07.2006, 23:11
     
    margola
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     czerwiec 2006
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    28.09.07
    postów:
    59
    Witam serdecznie!Nie wiem jak zacząć...Chyba zacznę po prostu...W mojej rodzinie(mam 2 dorosłych już dzieci) nigdy nie zetknęłam się z uzależnieniem.Pewnie mam szczęście...Ale jestem nauczycielką w gimnazjum.Typowa dzielnica blokowisk...Miałam ucznia,który w dość szczególny sposób pojawił się na mojej drodze i spowodował, że zainteresowałam się problemem uzależnienia.Ma 17 lat,jest dla mnie tak ważny,jak mój syn(takie "adoptowane"3 dziecko...)Przeszedł długą drogę:prawie 3 lata brania.Nie był w stanie sobie z tym poradzić,pomimo starań.Pracowałam nad nim rok.Motywacja pozytywna.Widziałam, że próbował, ale tam nie miał szans.Ten rok dał mu wiedzę o sobie: przestał uciekać w zaprzeczanie, dojrzał do świadomego leczenia.Dojrzała też jego rodzina. Teraz ma w niej wsparcie.Obecnie od miesiąca jest w ośrodku,podobno w jednym z najlepszych.Chce się leczyć i bardzo chce wyjść z tego szamba,a to już połowa sukcesu.Ja w niego wierzę i-pomimo wpadek-zawsze wierzyłam.I on o tym wie.Ale gdzieś na dnie duszy czai się mój strach(sądzę,że i jego też...): ośrodek-przejście etapów terapii-to wgruncie rzeczy pestka.Najtrudniejszy będzie powrot do domu i zmierzenie się z "dzielnicą".Stawienie czoła złu,które tam zostało i wciąż rośnie w siłę...Dopóki jest w ośrodku, nie martwię się.Podoba mu się tam i czuje się bezpieczny.Co będzie potem?...Wiem,że musi być dobrze, bo on jest tego wart...Bo jak każdy człowiek, zasługuje na dobre życie...Moja praca z nim nie ustała.Można się już z nim kontaktować,więc piszę i dzwonię.W związku z tym mam pytanie:czy w listach i rozmowach można wracać do tego co było,nie jako wyrzut,lecz jako element porównawczy w pozytywnej motywacji,czy przeszłość jest tabu?Będę wdzięczna za wszelkie wskazówki.Pozdrawiam wszystkich użytkowników forum :)
  • Posted: 08.07.2006, 07:32
     
    Maciek8819
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     kwiecień 2006
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    06.07.06
    postów:
    19
    Mysle ze co do "powrotu z osrodka" to jezeli ukonczy,a nawet jezeli nie ukonczy leczenia ,to na pewno jakieś grupy terapeutyczne,by dalej poznawać siebie,na pewno dalszy kontakt z terapeutom,ja zaniedbałem ten kontakt czego teraz bardzo żałuje-naprawiłem już to:)Co do wracania do starych czasów to chyba nie jestesmy w stanie kontrolować jak "on" odbierze"powracanie do przeszłosci"-Nie jestem terapeutom ale osobiscie nie wracałbym do przeszłosci bo byłby to w pewnym sensie powrót w toksyczne czasy-Wolałbym raczej utrzymywac na duchu,"byc przy nim".Tak jak napisałem na górze on moze zacząć potem rozmyślać o starych czasach,a to juz niedaleko od baardzo nietrafnej decyzjii.Mogłoby go to w czymś pogrążyć,mogloby mu sie coś przypominać-Podczas mojego pobytu w osrodku miałem własnie taką sytuacjie,ze duzo (moze przypadkiem) słyszałem o osiedlu,kolegach itp..wcale mi to nie pomagało wiecej zrozumieć jedynie spowodowało ze intensywniej myślałem co u nich,co sie tam dzieje i w gruncie rzeczy ze chce do nich spowrotem. Pozdrawiam...;)
  • Posted: 08.07.2006, 11:14
     
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    26.08.10
    postów:
    795
    Margola- witam Cię. Po przeczytaniu Twojej wiadomości widzę że bardzo Ci zależy na chłopaku. Moim zdaniem profesjonalnie jako pedagog podeszłaś do sprawy i bardzo dobrze. Może trochę nie na temat teraz napiszę ale myślę że to ważne. Żeby i inni nauczyciele zauważali problem panujący w szkołach to by było bardzo dobrze. Niestety z życia wiem że zazwyczaj nie widzą problemu i chowają głowę w piasek. Ja jak poszedłem do dyrekcji LO do której chodził mój syn to wszyscy byli bardzo zdziwieni że narkomania istnieje w ich szkole absurd całkowity. I zdziwiła się p. Dyrektor że oficjalnie o tym mówię zabierając syna ze szkoły jak go wysłaliśmy do ośrodka bo inni rodzice nie zgłaszali nigdy takich problemów tylko po cichu usuwali dzieci ze szkoły. Czyli jak powiedziała tylko nieoficjalnie wiedziała że są narkotyki no i nic z tym nie robili. To absurd dla mnie. A taka profilaktyka powinna być stosowana /spotkanie z terapeutami, neofitami itp./ moim zdaniem w każdej szkole począwszy już od szkoły podstawowej.
    A teraz na temat. My jak pisaliśmy listy czy rozmawialiśmy z synem przez telefon a później w czasie odwiedzin to bardzo staraliśmy się aby nie poruszać tematów co się dzieje teraz z jego pseudo kolegami i co było kiedyś. Ważna jest teraźniejszość nie to co było, aby nie pobudzać złych wspomnień. Musi się w ośrodku odizolować od przeszłości i nauczyć się od nowa żyć na trzeźwo i radzić sobie z codziennymi problemami na trzeźwo. Odnaleźć radość trzeźwego życia. Potrzebuje bardzo wiele miłości i ciepła oraz pewności że na pewno będzie miał zawsze w Tobie oparcie /w rodzinie/. To jest choroba i już sama wiesz że mogą być i jeszcze /odpukać w niemalowane/ nawroty choroby. Potrzeba twardej miłość. Możesz sobie poczytać artykuł bardzo dobry o właśnie dobrej twardej miłości do osoby uzależnionej http://www.timi...subjects&;func=printpage&pageid=18&scope=all. Zawsze staraj się być pogodna i szczera oraz pokazuj że jest dla Was bardzo ważny i żeby miał poczucie bezpieczeństwa. Po wyjściu z ośrodka /nie wiem gdzie mieszkacie/ ale jak duża miejscowość to na pewno są grupy NA grupy wsparcia naq które powinien uczęszczać. Nie może powrócić do starych znajomych bo to wiąże się z pewnym powrotem do starych nawyków czyli brania. Zazwyczaj terapeuci nie zalecają powrotu do miejsca zamieszkania. Po ośrodku jak skończy szkołe /jak jest taka możliwość w ośrodku/to po maturze może iść gdzieś dalej się uczyć czy na studia czy jakąś szkołę policealną do innej miejscowości czy coś w tym rodzaju. Powodzenia życzę, wielu sił i spokoju Józef.
    P.S. Pamiętaj że narkomanem jest się do końca życia. Chodi o to aby być nim do końca życia biernym a nie czynnym. A wiążą się w związku z tym pewne zasady których nigdy nie można złamać aby być trzeźwym.

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 09.07.2006, 16:12
       
    KARO
    oceń:
    moderator moderator
    zarejestrowany:
     wrzesień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    07.09.10
    postów:
    1027
    Czytam temat, posty i mam mieszane uczucia. Rozumiem Cię, Margolu i Twoje obawy o to, co będzie kiedy młody powróci na, że tak to ujmę, "stare śmieci". Nie do końca mogę zgodzić się z szanownymi przedmówcami w kwestii wyżej wymienionego. Powrót do "normalnego" życia to przede wszystkim nauka stawiania czoła przeciwnościom, a nie ucieczka przed każdym, nawet najmniejszym problemem czy złym wspomnieniem. Ćpanie to jakiś tam sposób ucieczki.
    Nie mówię tu oczywiście, że chłopak powinien na dzień dobry iść radośnie pobiegać sobie z ziomkami po dzielnicy, ale nie można chronić go przed widokiem betonu. Pieprzyć szary beton. Innymi słowy: chodzi mi o to, że są rzeczy, które mijamy codziennie i każda z nich może obudzić złe wspomnienia. Nie ma sensu od tego uciekać. Nie można.
    To nie jest tak, że każde spotkanie z kimś z przeszłości, siedzenie przez chwilę na ławce na której paliło się z kolegami jointy czy cokolwiek w tym stylu jest złe. Taki "flashback" bywa niekiedy dobry, ale pod warunkiem, że są to wspomnienia, "ku przestrodze". Ale to już wszystko zależy od człowieka. Przyznam się, że miałam momenty, kiedy leżące na biurku w poziomie lustro czy łyżeczka doprowadzały mnie do cholery i chęci zniszczenia owych przedmiotów.

    Nie możemy uciec od przeszłości. Musimy ją zaakceptować i się z nią pogodzić. Nie możemy ochraniać nikogo przed światem, możemy pokazać mu jedynie, jak ma stanąć mu naprzeciw. Zabrzmi metafizycznie, może trochę rodem z "Matrixa", ale jedyne co możemy ofiarować to nieupiększona niczym prawda o tym cholernym świecie, który jednak czasem sam z siebie może być fajny.

    Jeśli ten tekst jest nielogiczny to przepraszam, mam nadzieję, że jednak udało mi się coś niecoś przekazać :wink:



  • Posted: 10.07.2006, 14:22
     
    Witamina
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     czerwiec 2006
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    24.02.10
    postów:
    37
    Masz rację KARO. Bo rzeczywiście tak jest .Narkotyki są wszędzie na całym świecie, nie można od tego uciec-wyjechać gdzieś do innego miasta...bo one też tam będą... .Trzeba umieć powiedzieć NIE gdziekolwiek by się nie było!!! Pozdrawiam :)

    A przecież kochałam tak mocno, że byłam gotowa umrzeć dla idei...
  • Posted: 10.07.2006, 16:46
       
    Baśka
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     lipiec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    08.02.10
    postów:
    675
    Niom, a pozostając w swoim mieście możemy pamiętać o omijaniu pewnych miejsc (szczególnie jeśli niekoniecznie musimy się tam pojawiać. Jak dla mnie takim miejscem jest Zegar i w sumie stacja Wrocław Główny). Jeśli spotkamy starych znajomych, to nie wdawać się z nimi w zażarte dysputy. Powiedzieć "cześć" i iść dalej.
    Pamiętać o zagospodarowaniu sobie czasu, by nie dopuścić do uczucia nudy i monotonii (sport, hobby, wolontariat, spacery, sprzątanie i takie tam). Jeden z terapeutów, niejaki H..., zaproponował mi też układanie planu dnia i szczerego rozliczania się z niego (by uporządkować panujący u mnie chaos).
    Rozejrzeć się za grupą dla neofitów lub NA. Utrzymywać kontakt z ośrodkiem. Mieć osoby do których można zadzwonić, gdy pojawi się głód lub zły nastrój (i nie wahać się przed tym).
    No i tak jak napisała Witaminka, nauczyć się mówić NIE (bez tłumaczenia się, usprawiedliwiania etc.).


    "Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
    http://img219.imageshack.us/img219/3504/eyes2qc3kz4di5.jpg
  • Posted: 10.07.2006, 21:21
     
    Witamina
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     czerwiec 2006
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    24.02.10
    postów:
    37
    Cześć Basieńko! Dużo racji jest w tym co napisałaś. Wiesz ja nie skonczyłam leczenia ale żyję tak jak nauczono mnie w ośrodku.Nie chodze w miejsca które kojarzą mi się ze ćpaniem,kiedy widzę starego znajomego poprostu odwracam głowę-udając ze go nie widzę.Przed tym nieda się uciec tymbardziej wtedy kiedy wraca się do swojego miasta trzeba stawić temu czoła...ja walcze..i będę walczyc do końca zycia.
    Nikt nie będzie wstanie mnie złamać...nikt..! Jestem na tyle silna żeby walczyć. Kontakt z osrodkiem daje mi takze duzo siły-jest to mi bardzo potrzebne!Pozdrawiam :D

    A przecież kochałam tak mocno, że byłam gotowa umrzeć dla idei...
  • Posted: 11.07.2006, 23:29
     
    margola
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     czerwiec 2006
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    28.09.07
    postów:
    59
    Witam wszystkich! Serdeczne dzięki za odzew i rady z serca płynące...Dzięki nim mogę zweryfikować to, co chodzi mi po głowie...Czytanie artykułów i postów daje mi więcej, niż wiedza książkowa, którą zawsze trzeba dopasować do rzeczywistości...Nie od dziś wiadomo, że najlepszą nauką są doświadczenia...
    A teraz do rzeczy, tzn do "powrotów do przeszłości", o które pytałam. Zgadzam się z Tobą KARO, że nie da się uciec od przeszłości. Wydaje mi się wręcz-być może się mylę-że w przypadku uzależnienia, tak jak i innych tragedii życiowych, które nas dotknęły kiedyś tam,musimy zmierzyć się z przeszłością,szczególnie tą złą, oswoić się z nią, zaakceptować, że była...(wlaśnie, BYŁA!!).Więc powrót do niej(w rozmowach i listach) rozumiem jako "docieranie do trzewi" i wywalanie z nich na zewnątrz wszystkiego, co jeszcze tam zostało.Sądzę, że jedynie przekucie tego, co było "wczoraj" w oręż do pokonywania problemów z "dzisiaj", daje siłę i nadzieję na lepsze "jutro". Wlaśnie to "docieranie do trzewi"w połączeniu z dużą dawką miłości, wiary i pozytywnej motywacji poskutkowało świadomym podjęciem leczenia.Tyle, że nie wiem,czy teraz te metody nie będą kolidować z terapią...
    Maćku8819 i Józefaa- tak jak mi radzicie-będę przy nim, będę go wspierać tak długo, jak będzie tego ode mnie potrzebował.Dużej pomocy i wsparcia (zmiany myślenia) potrzebują jeszcze jego rodzice, ale wiara, że musi się udać daje mi motywację do działania :)
    Józefaa, jeśli chodzi o problem narkomanii w szkołach, to chyba nie ma już w Polsce takiej szkoły, która byłaby "czysta".Pracuję w tzw. zepole szkół (gimnazjum, LO)U nas walczy się z tym problemem i oferuje się pomoc młodzieży i rodzicom.Niestety, to większość rodziców nie chce widzieć problemu, bo wydaje im się, że dziecko "wyrośnie " z tego, albo że przejdzie mu to samoistnie, jak katar...Serce pęka czasami z rozpaczy i bezsilności, a najgorsza jest świadomość, że wszystkim nie jesteśmy w stanie pomóc...
    Jeszcze raz serdeczne dzięki za wsparcie :) Pozdrawiam wszystkich cieplutko :) Odważyłam się pisać :D więc sądzę ,że będę teraz częstszym gościem na forum...
  • Posted: 15.07.2006, 13:09
       
    Baśka
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     lipiec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    08.02.10
    postów:
    675
    margolaw przypadku uzależnienia, tak jak i innych tragedii życiowych, które nas dotknęły kiedyś tam,musimy zmierzyć się z przeszłością,szczególnie tą złą, oswoić się z nią, zaakceptować, że była...(wlaśnie, BYŁA!!).Więc powrót do niej(w rozmowach i listach) rozumiem jako "docieranie do trzewi" i wywalanie z nich na zewnątrz wszystkiego, co jeszcze tam zostało.

    ja bym była ostrożna z tym "docieraniem do trzewi". Na początkowym etapie terapii chodzi o ustabilizowanie i pogłębienie motywacji wewnętrznej do terapii i życia bez narkotyków. W tym momencie nie powinno się raczej poruszać kwestii urazogennych, poczucia winy, wstydu etc. To jest okres w którym bardziej musi skupić się na teraźniejszości, nad kontaktem ze sobą (nauczyć się rozpoznawać buszujące w nim emocje i uczucia oraz nauczyć się radzić sobie z nimi bez chemii), nauce wchodzenia w nowe role społeczne i pracą nad pojawiającymi się problemami interpersonalnymi (m. in. rozwiązywanie konfliktów w grupie, udzielaniem informacji zwrotnych, umiejętności uważnego słuchania innych), zapoczątkować reperacje więzi rodzinnych. Musi nauczyć się też wywiązywać się ze swoich obowiązków i wyrobić zdrowe nawyki. I to jeszcze nie wszystko. Trochę tego jest. Serio, ciężka harówa :wink: .
    Możesz motywować go poprzez bycie z nim. Tak jak robisz to do tej pory. A także poprzez ukazywanie mu zagrożeń jakie wynikają z przerwania terapii, jak również negatywne skutki związane z powrotem do ćpania (konsekwencje rodzinne, zdrowotne, psychiczne, prawne). Pokaż mu w tych listach jak wartościowe może być życie bez narkotyków. Pozwól mu teraz odnaleźć się w tej nowej dla niego rzeczywistości. Na resztę przyjdzie odpowiedni czas. Pozdrawiam Baśka.


    "Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
    http://img219.imageshack.us/img219/3504/eyes2qc3kz4di5.jpg
  • Posted: 15.07.2006, 19:20
     
    margola
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     czerwiec 2006
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    28.09.07
    postów:
    59
    Basiu, dziękuję za cenne wskazówki. Będę ostrożna. Pozdrawiam serdecznie. Margola
  • Posted: 23.07.2006, 20:48
     
    margola
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     czerwiec 2006
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    28.09.07
    postów:
    59
    Witam ponownie! I znów mam pytanie... I proszę o pomoc... :( Dowiedzialam się od matki, że M. ma dług za narkotyki. Nie są to wielkie pieniądze, kilkadziesiąt zł, niemniej dług. Ona chce oddać te pieniądze, ja - nie wiem czy powinna.Przez dłuższy czas (ok. miesiąca) po wyjeździe M, w domu były głuche telefony. Teraz ustały, ale informacja o przyczynie telefonów dotarła inną drogą, przez brata M (brat nie bierze). Pedagog szkolna,kiedy M wyjeżdżał do ośrodka powiedziała, żeby nie oddawać żadnych jego długów. Co robić? Jak rodzina powinna się zachować w tej sytuacji?... Pozdrawiam serdecznie. Margola
  • Posted: 23.07.2006, 21:14
     
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    26.08.10
    postów:
    795
    Ja jego kolegom z klasy którzy nie brali a pożyczyli synowi małe kwoty oddałem ale później się dowiedziałem od terapeutów aby nie oddawać i więcej nie oddawałem zresztą nie zgłaszli się do nas dilerzy bo ja bym im raczej nogi poprzetrącał aniżeli oddał dług. Zasada jest nie oddawać.

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 31.08.2006, 17:22
     
    @G@T@
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     sierpień 2006
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    31.08.06
    postów:
    1
    To nie sa Twoje długi kochana Margolu,ani tez matki chłopca.To są długi,ktore on sam zaciągnął.Dilerzy to stare cwaniaki.Oni wiedza gdzie i jak zarobić szybko i łatwo.Jesli pieniadze zostana oddane oni wykorzystaja uleglosc matki chlopca.Pomysla ze sie boi i beda wyludzac od niej pieniadze jesli tylko nadarzy sie ku temu okazja.Takze w zadnym wypadku nie powinno sie oddawac dlugow zaciagnietych przez dziecko narkomana.To jest moje objektywne zdanie odnosniepytania jakie zadalas Margolu.Natomiast decyzja nalezy do Ciebie i matki chlopca i zycze by byla ona trafnie podjeta.Pozdrawiam serdecznie
  • Posted: 31.08.2006, 20:41
     
    margola
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     czerwiec 2006
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    28.09.07
    postów:
    59
    Dzięki za podpowiedź icon_smile Postąpiłam już tak, jak mi doradził Józefaa, tzn przekazałam matce info na temat.Poradziłam jej też, jeśli wciąż się waha, żeby podczas odwiedzin w ośrodku zasięgnęła opinii u wychowawcy. Tak zrobiła i już ma pewność, że nie należy oddawać długów.Jeszcze raz dzięki.Pozdrawiam icon_smile




    "Nic tak nie niszczy człowieka, jak brak miłości..."
  • Posted: 01.11.2006, 18:58
     
    margola
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     czerwiec 2006
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    28.09.07
    postów:
    59
    No i finito...Młody przerwał terapię i wyjechał z ośrodka...Nie zdzierżył...17 lat, to jeszcze za głupi wiek, by w sposób świadomy, a przede wszystkim długotrwały, pracować nad sobą. Za dużo w nim buntu, za mało pokory - do innych, do siebie, do choroby śmiertelnej...Nie wiem co robić...Kolejny etap dobiegł końca, ale życie toczy się dalej...Muszę pozbierać myśli i znaleźć jakiś konstruktywny sposób na popychanie go dalej we właściwym kierunku...Najważniejsze, że nie złamał absty...Jeszcze...




    "Nic tak nie niszczy człowieka, jak brak miłości..."

Przejdź do strony: 1 - 2 - 3 [+1]

Otwarty Portal Monaru
webmaster Mariusz Janiszewski