<!-- [site-name] --> http://www.facebook.com/pages/Otwarty-Portal-Monaru/125951250767283
Witaj gość - dzisiaj jest piątek, 30 lipca 2010, 

pamięci Marka

Biografia
Marka Kotańskiego
Historia Monaru
"Ty zaraziłeś ich
narkomanią"

"Daj siebie innym"

nasze menu

 strona główna
 nasze linki
 FAQ - pytania i odpowiedzi
 nasze pliki
 nasze bLogi
 nasza galeria
 nasza księga gości
 Nasz czat

kto jest na czacie

nasze placówki

Bullet5 ośrodki Monar
Bullet5 domy Markot
Bullet5 poradnie Monar
Bullet5 projekty Monaru

trochę wiedzy o...

 narkotykach
 narkomanii
 narkomania w literaturze
 narkomania w filmie

nasz najnowszy link

Click

Radio WNET - Warto żyć
Zapraszam do zapoznania się z akcją "Warto żyć" współorganizowaną przez Radio Wnet. W Polsce powszec...
odsłon:421

nasze linki ]

nasz bLogariusz

licznik odwiedzin

Dzisiaj:410
W tym miesiącu:14565
W tym roku:117986
Ogólnie:1657837

Od dnia 08-01-2002
Do dołu
Jak go mądrze kochać?
  • Posted: 14.07.2009, 06:20
     
    Rusałka
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     lipiec 2009
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    15.07.09
    postów:
    2
    Witajcie!

    To mój pierwszy post na tym forum i mam nadzieję, że ktos mi odpowie :)

    Stało się to, co podejrzewałam. Mój Luby ma nawroty...

    Przez wiele lat grzał kompot, od 10 lat nie stosuje żadnych narkotyków, przez wiele lat nie pił też alkoholu. Przez ten czas bardzo dużo konstruktywnych rzeczy zrobił w swoim życiu, poukładał różne sprawy, poprzewartościowywał, zmienił się. Jest ciepłym, wrażliwym i wartościowym człowiekiem. Jesteśmy ze sobą pół roku.
    Ale pojawił się problem. Alkohol. W zasadzie odkąd jesteśmy razem to się jakoś przewijał. Poznaliśmy się na imprezie, razem sobie popijaliśmy, czasem nawet za dużo. Razem do kupy składa się to w mało wesoły obrazek - zdażało się, że szedł z jakimś znajomym w czynnym uzależnieniu od narkotyków na browar i pożądnie popili. Raz mnie okłamał, ale się sam przyznał i postawiłam twardo granicę, że ta znajomośc musi się skończyć i się skończyła, ale tego, żeby nie pił już nie dopilnowałam (szczerze mówiąc byłoby mi to wygodne, bo sama jestem imprezowa dziewczynka, wiem, że teraz musi sie to zmienić) ale po 3 miesiącach znowu taka akcja - popijawa z kolesiem uzależnionym od heroiny. Do tego sporo opowieści o tamtych czasach (przyznaję, to ja często wyciągałam ten temat), zaniedbywanie spraw zdrowia (kiedys nie wykupił leków, które były potrzebne; innym razem nie zadbał o zapas leków retro, poza tym ma HCV i to kolejne przeciwskazanie do picia). Niedawno po ciężkim dniu w pracy rzucił tekstem, że czasem jest tak zmęczony, że ma ochotę rzucić to wszystko, uciec na oludzie, i... przygrzać, ale tego nie zrobi, bo wie, że straciłby mnie i dużo więcej.

    Po ostatnim wyskoku z kolesiem narkomanem powiedziałam mu, co mnie niepokoi, że dla mnie to wygląda na nawrót. Poczatkowo się wypierał, ale następnego dnia poszedł się spotkać z terapeutą, który potwierdził moje obawy... Rozmawialiśmy długo i płakaliśmy... Powiedział, że chce zadbać o siebie. Był totalnie rozbity. Nie spodziewał się tego, ale przynajmniej przestał zaprzeczać, że problem istnieje...
    Decyzja, żeby odstawić używki i znów pospotykać się z terapeutą. To wszystko miało miejsce wczoraj. I teraz moje pytanie:

    Jak go mądrze kochać?
    Co mogę zrobić ja, żeby mu pomóc, ale zarazem nie brać na siebie odpowiedzialności za jego życie i wybory?
    Stawiać granice, ale nie odrzucać?
    Wspierać, ale nie być nadopiekuńcza, zbyt kontorlująca?

    Wiem, że to oznacza koniec wspólnego picia alkoholu i ciągnięcia rozmów o grzaniu. Stawiać granice, ale w ktorym miejscu? Jutro jedziemy na wakcje - ustaliliśmy, że nie ma opcji na browarka na szczycie czy grzane wino w schronisku. Ale zaraz zaczął kombinować, że czemu nie małe piwko, że po wakacjach on się weźmie za siebie. No i postawiłam sprawę jasno, albo spędza urlop ze mną i nie pijemy wcale albo z małym browarkiem beze mnie i jeśli złamie umowę, to ja zabieram plecak i się zwijam.
    Nie wiem, czy dobrze zrobiłam, czy to nie było za ostro. Ale... skoro już to powiedziałam, to chyba konsekwentnie muszę tego dotrzymać, jeśli się zdarzy taka sytuacja, prawda?

    Jak go wspierać mądrze?
    Zapytałam go czego potrzebuje ode mnie na ten moment i usłyszałam, że konfrontowania,gdy wpada w swoje zaprzeczenia, ale nieoceniania i tego, żebym nie piła przy nim, nie ciągała na imprezy,nie drążyła tematu grzania (co wstyd przyznać robiłam z głupiej fascynacji tematem icon_frown - tak, wiem, że ten kawałek to już mój problem )...

    Mogę być cierpliwa, rozmawiać, gdy ma problem, przytulać, gdy płacze, dać czas, żeby się poukładał, ale tylko jeśli naprawdę będzie pracował nad sobą. Ale czy to wystarczy?

    Rozbita jestem strasznie. Do tej pory myślałam, że skoro 10lat nic nie ćpał i mówi wprost, że nie chce, nie ma na to ochoty, to oznacza, że problem uzależnienia już go nie dotyczy.

    Jest mi źle, bo widzę, że ja sama też nie jestem bez winy (lubiłam pobalować, lubiłam opowieści o "tamtych czasach", nawet wierciłam mu dziurę w brzuchu, że sama chciałabym spróbować raz hery icon_frown ). Teraz rozumiem, że nie tylko sama sobie mogłam zaszkodzić, ale jemu także. Wstyd mi za siebie. I dodatkowo siebie obwiniam...

    Płakać mi się chce. K...a, a miało być tak pięknie icon_frown

    Proszę o rady i wszelkie sugestie, które mogą być pomocne. Jutro wyjeżdżam i będę wdzięczna jeśli ktoś zdąży mi do tego czasu odpisać... Rzecz jasna zajrzę po powrocie i dam znać jak się urlop udał icon_smile

    Pozdrawiam ciepło,
    Rusałka
  • Posted: 14.07.2009, 09:30
       
    magnola
    oceń:
    moderator moderator
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    29.05.10
    postów:
    762
    Ty dobrze wiesz co masz robić. Wszystko teoretycznie napisałaś, teraz tylko trzymać się tego w praktyce. Jego "wezmę się za siebie po wakacjach" i te małe piwka mnie niepokoją. Nie ma odroczenia w czasie, jak chce coś ze sobą robić to od razu, to tak jak "pożegnanie z grzaniem", które często próbujemy stosować przed podjęciem terapii, te ostatnie dni żeby sobie pozwolić - uzależnione myślenie, które najczęściej kończy się ciągiem, a nie podjęciem leczenia. Od czynnych uzależnionych musi trzymać się z daleka, sama dobrze to zauważyłaś. Dobrze by było jakby pochodził trochę do terapeuty. I żadnych fascynacji narkomanią i tekstów o spróbowaniu hery. Też jestem uzależniona i wiem, że przy gorszym dniu coś takiego mogłoby mnie nakręcić, zwłaszcza po alkoholu gdy granice się zacierają. Miałam taką sytuację, na początku leczenia, chyba po 3 miesiącach, że koleżanka tak mi wierciła dziurę w brzuchu żebym załatwiła kompot, że olałam terapię i siebie i oczywiście załatwiłam i jeszcze jej podałam. Co do Twojego picia to jest ciężka sprawa, bo jeśli Ty nie jesteś uzależniona to proszenie Cię o niepicie to ingerencja i próba zmieniania Ciebie, ale jeśli tylko się na to zgodzisz to dobre wyjście. Ja na razie po roku trzeźwienia nie wyobrażam sobie żeby ktoś przy mnie pił. Jeszcze lampkę wina to spoko, ale jak widzę jak ktoś jest już wstawiony to źle mi się rozmawia, denerwują mnie pijani ludzie, po których zachowaniu widać działanie alkoholu. Unikam takich sytuacji. Bądź konsekwentna. Nie ma małego piwka na wakacjach i tak jak powiedziałaś zwiń plecak jeśli taka sytuacja się zdarzy, to nie odrzucenie - poniesie zapowiedziane wcześniej konsekwencje. Nie uważam, że to za ostre. Miłego urlopu na trzeźwo życzę.



    nie polemizuj z idiotą - najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a później pobije doświadczeniem

    WT
  • Posted: 14.07.2009, 11:25
     
    sylwek
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     czerwiec 2009
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    15.07.09
    postów:
    3
    no właśnie jak kochać mądrze swoje 15 letnie dziecko które brało 3lata.Mój syn zaczął od marihuany amfetaminy a przez ostatnie pół roku palił heroinę .3 miesiące był w ośrodku i uciekł ale nic nie wziął zawiozłam Go z powrotem na leczenie ale po 2 dniach znowu uciekł i nic nie wziął.Twierdzi że nie chce już brać że zacznie leczenie ambulatoryjne że mam mu dać szansę.Co mam robić?Syn wie że jak nawali to ma przymus leczenia w ośrodku daleko od domu.Twierdzi że da radę że jest silny i mam mu zaufać.Boję się że 3 miesiące to mało leczenia na 3 lata brania.Może ktoś zna takie lub podobne przypadki/?
  • Posted: 14.07.2009, 13:55
       
    magnola
    oceń:
    moderator moderator
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    29.05.10
    postów:
    762
    Ja po 5 latach brania amfetaminy i moich początkach brania heroiny uciekłam z ośrodka. Było mi głupio i wstyd i nie poszłam nawet na terapię ambulatoryjną. Też sobie powiedziałam, że nie chcę już brac, ale wytrzymałam sama tylko pół roku. Później kolejne 5 lat brałam głównie kompot i amfetaminę. Wróciłam na terapię ambulatoryjną, próbowałam nie brać, ale zdarzały mi się wpadki. Dopiero po takim czasie jak już nie potrafiłam żyć i miałam konsekwencje zdrowotne (padaczka, zakażenie HCV-em, głęboka depresja, próba samobójcza) w zeszłym roku naprawdę podjęłam decyzję o nie braniu. Leczę się tylko ambulatoryjnie (grupa 2 razy w tygodniu po 3 godziny, raz w tygodniu terapia indywidualna-chyba, że potrzebuję częściej pogadać z terapeutką plus psychiatra raz w miesiącu) i od roku nie grzeję, więc twierdzę, że da się tylko trzeba naprawdę wiedzieć, że się chce leczyć. Czasem żałowałam, że nie pojechałam do ośrodka, w ośrodku jednak jest wydaje mi się łatwiej, ma się wsparcie społeczności na bieżąco, zajęcie, terapeutów, nie ma się pod ręką narkotyków, nie musi się chodzić po własnym mieście i czasem spotykać znajomych, z którymi się brało, na zewnątrz trzeba się bardzo pilnować samemu, bo nikt nie kontroluje. Ja znalazłam sobie znajomych, którzy też już nie biorą chodząc na mityngi anonimowych narkomanów i tam też znalazłam wsparcie. W "siłę" bym nie wierzyła, bo nie chodzi o to żeby siłować się z uzależnieniem, zwłaszcza, że piszesz, że syn ma dopiero 15 lat, nie wiem na ile jego motywacja jest silna. Lepiej by chyba było gdyby wrócił do ośrodka, albo pojechał do jakiegoś innego (trzeba wziąć pod uwagę dlaczego nie chciał już być w ośrodku), albo faktycznie pozwolić mu na ambulatoryjne leczenie (ja bym była ostrożna i robiła testy na narkotyki raz na czas jeśli w poradni by takich nie robili) i zobaczyć jak będzie sobie radził, a przy pierwszej ewentualnej wpadce - jednak do ośrodka.



    nie polemizuj z idiotą - najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a później pobije doświadczeniem

    WT
  • Posted: 14.07.2009, 16:11
     
    kleopatra
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     styczeń 2009
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    03.02.10
    postów:
    22
    Z doświadczenia z moim obecnie już prawie 18 letnim synem wiem, że trzy miesiące to za mało aby przyniosło efekty, a zwłaszcza wtedy gdy ma się piętnaście lat. Z moim synem było podobnie z ośrodków uciekał kilka razy. Obecnie jest już w piątym ośrodku, ale teraz są już widoczne efekty - jest w terapii ciągle 19 miesięcy. Osobiście nie wierzę ,że Twój syn da sobie radę wracając do tego samego środowiska i nie wierzę w jego deklaracje bo po pierwsze jest uzależnione a po drugie to jest jeszcze bardzo młody aby ich dotrzymać. W przypadku mojego syna zawsze było tak, że jeśli zgodziliśmy się na ustępstwa to nie tylko leczenie nie posuwało się do przodu ale wręcz zanikało to co udało się osiągnąć a potem było jeszcze trudniej. Jeden raz zgodziliśmy się na to aby nie jechał do ośrodka po tym jak został wyrzucony z oddziału dziennego i rozpoczął leczenie ambulatoryjne w innej poradni ale to spowodowało, że straciliśmy pół roku a uzależnienie syna niestety pogłębiło się. Nie wiem czy chodzisz na grupy wsparcia dla rodziców osób uzależnionych, jeśli nie to spróbuj bo to bardzo pomaga i daje siłę. Pozdrawiam i życzę wytrwałości.
  • Posted: 14.07.2009, 17:17
     
    gigusia
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     czerwiec 2009
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    14.07.09
    postów:
    9
    Sama jestem w takiej sytuacji....nie grzałam ale przymykałam oko...fascynował mnie ten świat.....mój jest w ośrodku ...czułam sie strasznie samotna i zagubiona....kocham go cały czas...ale pozwalałam na to aż przyszedł moment opamiętania że umrze mi na rękach....i sama zawiozłam go do ośrodka....chodzę na terapię dla współuzależnionych i psychologa...Też myslałam że wszystko jest ok ale to złudne myślenie....trzeba postawić granice...twarde....a Ciecie zapraszam na terapie...
  • Posted: 14.07.2009, 18:10
     
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    28.07.10
    postów:
    787
    Rusałko - ja będąc na miejscu twojego przyjaciela nie jechałbym na wakacje a zaczął terapie i szukał wsparcia na grupie a nie wakacje. Co się robi na wakacjach?? Jakie są skojarzenia?? Tylko zabawa, balety, piwo itd itp. On jak wiadomo co jest oczywiste ma silny nawrót choroby ale nie tylko bo w miedzy czasie zapewne już i uzależnił się od alkoholu co jest równie niebezpieczne jak narkotyki tylko nie zabronione prawem. Konsekwencja , konsekwencja i jeszcze raz konsekwencja w działaniu pomoże mu wyjść z tego nawrotu inaczej skończy tragicznie. NIe ma innej drogi w tej chorobie według mnie. Trzeba być bardzo konsekwentnym w działaniu. Nie ma półśrodków w stylu małe piwo czy winko grzane hi hi. Ostra praca to może przerwać inaczej będzie coraz bardziej się topił. Ratuj póki Cię jeszcze słucha i zależny mu na Tobie to jest wielka szansa że przerwie ten nawrót , jak już zmieni swoje wartości czyli alkohol, prochy będą ważniejsze od Ciebie to wiesz jak to się kończy. Takie jest moje zdanie. Trochę lekko sobie podchodzicie do tej choroby. A z alkoholem nie ma żartów. Właśnie pochowaliśmy 37 i 51 lat kolegów którzy przegrali.
    Sylwek - nie miej złudzeń syn nie poradzi sobie. Ma nawrót chorobowy ostry i chce ćpać a nie leczyć się. Dlatego opuszcza ośrodek. Z moim było podobnie. W sumie z przerwami leczył się 5 lat i wreszcie teraz w wieku 22 lat jest zdrowy i po ukończeniu terapii w ośrodku zamkniętym długoterminowym. Widać że chce trzeźwo żyć i że ma zmienione całkowicie wartości. Trzeźwość zaczęła mu się podobać i życie w realu. Pomaga teraz innym uzależnionym. Syn powinien moim zdaniem wrócic do ośrodka im wczesniej tym lepiej inaczej zmarnuje czas a i tak tam trafi albo nie zdązy może się to skonczyć o wiele bardziej tragicznie.


    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 14.07.2009, 18:11
     
    sylwek
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     czerwiec 2009
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    15.07.09
    postów:
    3
    dziękuję Wam bardzo za odzew.Syn uciekł z ośrodka bo twierdził że nie daje rady cięzkim pracom fizycznym(praca na budowie -ośrodek w rozbudowie)Jego ucieczka była dla mnie szokiem gdyż terapeuci twierdzili że dobrze sobie radzi jest lubiany i bardzo zmotywowany.teraz wywiozłam go na wieś do babci.Ja zaczynam terapię dla rodziców za tydzień.Nie wiem czy syn teraz ma zacząć leczenie ambulatoryjne czy po przyjeżdzie?Czy taki wyjazd pomaga czy wręcz przeciwnie.Ja chyba kocham Go chorą miłością icon_confused icon_confused
  • Posted: 14.07.2009, 18:18
     
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    28.07.10
    postów:
    787
    Oj chyba masz rację że kochasz Go chorą miłością. Ale na terapii dla rodziców dowiesz się więcej na ten temat. Chora miłośc nie pozwala nam na konsekwencje w działaniu, jesteśmy pseudo kochający, ulegli co w tej chorobie jest wodą na młyn w rozwoju i pomaganiu chorobie w zabijaniu naszych dzieci. A osoba uzależniona jak nie chce się leczyć , to wymyśli każdy powód aby usprawiedliwić swoją ucieczkę z ośrodka, zawet np. że go biją tam i wykorzystują. A powód jest jeden - NIE CHCE SIĘ LECZYĆ< Choroba nie chce go wypuścić ze swoich szponów>



    napisany przez: jozefaa, 14-07-2009 - 19:22

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 14.07.2009, 18:35
     
    sylwek
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     czerwiec 2009
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    15.07.09
    postów:
    3
    jestem załamana bo myślałam że damy sobie radę sami z tą chorobą tak bardzo wierzę w słowa syna On mówi tak przekonująco!!!


    proszę o sprawdzone ośrodki jestem z woj.pomorskiego ale chyba muszę wywieść Go dalej



    napisany przez: Hefaren, 15-07-2009 - 20:15
  • Posted: 15.07.2009, 09:45
     
    Rusałka
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     lipiec 2009
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    15.07.09
    postów:
    2
    Witajcie!

    Dziękuje za Wasze odpowiedzi!
    napiszę bardzo szybko, bo w biegu się pakuję icon_wink

    No to po kolei:
    - mój alkohol - nie jestem osobą uzależnioną. Przyznaję, były kiedyś w moim zyciu takie momenty, że zdarzało mi sie nadurzywać, gdy pojawiały się problemy, ale na szczęście zajmowałam się szybko tymi problemami. Mogę nie pić na tych wakacjach - przy okazji zobaczę sama, jak mi z tym i będę miała obraz oraz kawałek do pracy nad sobą, jeśli okaze się, że w moim przypadku brk małego piwka na szczycie jest trudnością. UZgodniłam z nim, że nie piję, więc dotrzymam słowa.

    Odnośnie moich fascynacji... oj minęły... Wreszcie dotarło do mnie, że narkomania, to naprawdę poważna choroba i nie ma co się fascynować ŚMIERCIĄ. Strasznie się z tego cieszę, może wreszcie dojrzałam icon_smile

    Odnośnie uwagi Józefa, że na terapię zamiast na wakacje. Tuż przed wakacjami spotkał sie z terapeutką i powiedział wprost, że chcemy jechać razem na wakacje i zaraz po powrocie się z nią spotka znowu. I na ten moment ja w to wierzę. Póki co widzę, że Mój Miś problem uznał, że chce pracować. Myślę sobie, że wyjazd w góry będzie też dobrą okazją, żeby się wyciszyć, pogadać spokojnie o tym, co się dzieje, jakie plany na pracę nad sobą po powrocie, odkleić na moment od codzienności, od tamtych znajomych (na trzeźwo). Jeśli kolega złamie zakaz picia, to po tych górach będzie sobie chodził beze mnie. I będę konsekwentna - nie ma zmiłuj.

    Dziękuję Wam wszystkim!
    Dam znać jak wrócę, jak się wyjazd udał.

    Rusałka
  • Posted: 15.07.2009, 21:17
     
    slaw60
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     grudzień 2008
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    12.02.10
    postów:
    59
    Witajcie!
    Do Rusałki .
    Myślę ,że to dobry pomysł jechać na wakacje .( sprawdzisz "gościa" ,bo będzie wiele okazji ,:luz ,blus itd)
    Do Sylwka .
    "tak bardzo wierzę w słowa syna On mówi tak przekonująco!!!",z mojego doświadczenia każdy ćpun mówi przekonywująco ( wierzysz w to w co chcesz wierzyć),ale żeby nie było tak przygnębiająco chłopak ma dopiero 15 lat ( nasz synuś też miał coś koło tego kiedy zaczynaliśmy, a teraz już jest lepiej)
    moja rada ( o ile mogę coś poradzić ...) spokojnie podejść do tej choroby (jak do każdej innej) i zastosować odpowiednie "leki"( konsekwencja i zdrowa miłość)...myślę ,że Kleopatra coś by Ci powiedziała o tym.
    POZDRAWIAM SERDECZNIE icon_cool icon_cool
Otwarty Portal Monaru
webmaster Mariusz Janiszewski