Dzisiaj się dowiedziałam że to iż jestem z moim chłopakiem 6 lat nie uprawnia mnie nawet do tego aby uzyskać wiadmość o stanie jego ducha bądź zdrowia.Poczułam się strasznie,ja wszystko wiem że tak trzeba i że lepiej żeby rzeczywiście nie kontaktował się ze światem bo to jego pierwszy raz w ośrodku i trala lala...ale dlaczego może się dowiadywać jego mama a ja nie??Jestem z nim 6 lat patrzyłam na to wszystko..pomogłam się zdecydować na ośrodek i nie mam prawa??Boli cholera strasznie.
Dlatego chyba potrzebuję pocieszenia...i stąd moja prośba:
Znacie jakieś pary bądź historie w których jedno poszło na leczenie (nie ważne który raz) wróciło, i oni dalej są razem,pracują,mają rodzinę,żyją i są w tym wszystkim szczęsliwi??Bo chyba są tacy ludzie na tej planecie?? cvi którym jakoś się udało??
"Chce się życiem cieszyć, nigdzie się nie spieszyć
Śmieszyć tych co zamiast żyć
Nonsensów rzędami zapisują notesy
I świadomie decydować jak chce żyć i kim chce być"
Posted: 22.12.2009, 18:43
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
07.09.10
postów:
1027
Poniekąd. Choć finalnie happy endu i tak nie było... Prawdziwe uczucie zawsze się obroni. Egh, udzieliły mi się te obrzydliwe święta, bo chodzi mi po głowie film "Uwierz w Ducha". Dobrze będzie.
A co do chłopaka to bądź cierpliwa. Jesteś z nim, ale nie jesteście rodziną, oczywiste, że nie chcą Ci udzielać informacji. Poczekaj trochę, będziecie pewnie mogli już niedługo pisać listy, rozmawiać przez telefon, a nawet zobaczyć się. Na wszystko przyjdzie czas.
Posted: 22.12.2009, 20:27
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2008
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.02.10
postów:
59
Do Kreskówki
Pytasz się czy ktoś zna jakąś parę której się "udało"?.ja znam ...obydwoje są narkomanami i poznali się w ośrodku ,obydwoje nie skończyli leczenia i wyszli "na wolność'.Po półrocznym "chodzeniu ze sobą "wzięli ślub i mają małego brzdąca .Nie wiem jak długo wytrzymają ,ale jak na razie jest O.K (minął rok ).
Co do informacji o stanie ducha i zdrowia to wcale się nie dziw temu,że Ci nie chcą nic powiedzieć. Myślę ,że tak jest lepiej dla wszystkich (piszę to z własnego 3-letniego doświadczenia ) Ja chociaż jestem ojcem to też miałem "problemy" z uzyskaniem informacji (syn w tym roku skończył 18 ,więc był jeszcze niepełnoletni )
Acha .jeszcze mi się przypomniały dwie pary ,ale tu było w ten sposób ,że narkomani po leczeniu ożenili się z dziewczynami "zdrowymi " i jak na razie też jest wszystko w porządku ,a i jeszcze jeden mój "guru" - Grzegorz ("były" narkoman teraz terapełta ) ,czyli pierwszy " doradca" na grupie wsparcia dla rodziców dzieci uzależnionych ...a więc jak widzisz trochę się tego uzbierało ,na pewno inni też by dodali trochę przykładów ,ale chyba nie o statystyki chodzi...
POZDRAWIAM
Posted: 22.12.2009, 20:33
oceń:
moderator
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
29.05.10
postów:
762
Jeśli Cię to pocieszy to znam przynajmniej 2 takie pary. Ale nie dowiecie się jeśli nie spróbujecie, więc bądź cierpliwa. Resztę już KARO Ci napisała - przyjdzie czas i na kontakt:)
nie polemizuj z idiotą - najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a później pobije doświadczeniem
Posted: 23.12.2009, 12:54
oceń:
domownik
zarejestrowany:
sierpień 2008
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
08.09.10
postów:
34
Kreskówko Droga, co by Cię zmotywować i otuchy Ci dodać-Ja znam naprawdę dużo takich par. Nie którzy razem się leczyli, kończąc terapię,nie którzy-decydując się być razem,przerwali ją.Układa im się różnie, jak to w związku bywa.Ale kochają się-a to przecież najważniejsze.
Co do kontaktu, to podpisuje się pod tym co Ci już napisano powyżej.Poczekaj troszkę i na wasze wzajemne relacje przyjdzie czas.On teraz przede wszystkim musi na początku zająć się sobą,wszystko w główce sobie poukładać (a możliwe,że gdyby miał z Tobą kontakt od początku-skupił by się na myśleniu o Tobie. Stąd właśnie w ośrodkach na początku relacje z bliskimi są ograniczone).
Pozdrawiam
__________
_____________________________________________________
"Boli mnie obłuda naszych dążeń Teraz jesteś ze mną Jutro z moim wrogiem Spróbuj wytłumaczyć mi Dlaczego tak ma być"
Posted: 23.12.2009, 20:34
oceń:
moderator
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
29.05.10
postów:
762
Takich par, w których obydwoje są osobami uzależnionymi po leczeniu, czy takich, które po leczeniu znalazły sobie partnera nieuzależnionego też znam więcej Wcześniej pisałam tylko o takich, którzy byli w związku przed leczeniem i ich związek przetrwał rozłąkę i leczenie i dalej są razem.
nie polemizuj z idiotą - najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a później pobije doświadczeniem
Posted: 27.12.2009, 14:45
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
grudzień 2009
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
04.01.10
postów:
11
wiem wiem....ja to wszystko rozumiem, tylko czuję się jak dzieciak ukarany za coś czego nie zrobił.Chyba zacznę pisać bloga żeby to wszystko co we mnie siedzi wyrzucić.
Dzięki.....bardzo mi to pomogło.Znaczy że można żyć i być szczęśliwym,czasami tracę wiarę w to że on wróci i będzie wszytko ...normalnie.Jak u Normalnych ludzi.Ale dziękuję wam...skor innym się może udać to dlaczego nie nam?? :)
"Chce się życiem cieszyć, nigdzie się nie spieszyć
Śmieszyć tych co zamiast żyć
Nonsensów rzędami zapisują notesy
I świadomie decydować jak chce żyć i kim chce być"
Posted: 31.12.2009, 14:50
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
styczeń 2009
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
27.05.10
postów:
19
po prostu chodzi o to, żeby się teraz całkowicie skupił na jego terapii, a niestety, sprawy "z zewnątrz" mogą to utrudnić. Jak już dziewczyny napisały: cierpliwość, cierpliwość, cierpliwość. Jeśli zależy Ci na jego zdrowieniu, daj temu po prostu czas. Chyba lepiej być trzeźwym "normalnym"
Nie wiem jak długo trwa wasz związek, jak dużo wiesz o jego uzależnieniu, czy jesteś współuzależniona..? Bo może warto skupić się teraz na sobie (w dobrym tego słowa znaczeniu, twojemu chłopakowi w ośrodku krzywda się nie stanie) i sprawdzić czy sama nie potrzebujesz terapeutycznego wsparcia?
Pozdrawiam
_____________________________________________________
Sowa - mega ściemniacz. Mądrość pojęcie względne.
Posted: 01.01.2010, 22:31
oceń:
monarowiec
zarejestrowany:
październik 2009
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
30.08.10
postów:
109
Kiedy leżałem na detoksie - moja kobieta przynosiła mi towar.
Więc musisz zrozumieć że takie są zasady.
Prawdziwa miłość przetrwa wszystko, a jak nie przetrwa to nie była prawdziwa.
Co do tęsknoty za normalnym domem - w normalnych domach w barku albo w lodówce
stoi alkochol. U mnie nie stoi i dlatego prawie 19 lat nie ćpam.
Posted: 02.01.2010, 09:36
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
26.08.10
postów:
795
szuwar, u mnie też nie stoi a uważam że mój dom właśnie przez to jest normalny że nie ma w nim alkoholu ani innych świństw. Właśnie cała sztuka profilaktyki polega na tym aby zmieniać mentalność ludzi a zwłaszcza naszego narodu. Czy zawsze i wszędzie na każdej uroczystości rodzinnej musi być alkohol?? Inaczej impreza będzie nieudana?? To parodia jest wielka i trzeba to zmieniać, naszą świadomość społeczną i nawyki wtedy będzie dopiero można powiedzieć że walka z uzależnieniami jet wygrana. U nas w rodzinie w szerokim tego słowa znaczeniu wiele jest imprez bez alkoholu a w mojej rodzinie wszystkie i się wspaniale wszyscy bawią i są zdrowi na następny dzień. Pozdrawiam Józef
napisany przez: jozefaa, 02-01-2010 - 10:38
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Posted: 02.01.2010, 13:02
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
07.09.10
postów:
1027
Pozwolę sobie zacytować:
Za normę uważane jest coś, co w jakiś sposób mieści się w danych statystycznych danej społeczności i przypada na jej większość. Np. we Francji normą jest kieliszek wina do obiadu. W Polsce picie alkoholu przy różnych okazjach jest bardzo głęboko zakorzenione, a wiadomo, że każdy, kto choć trochę odbiega od jakiegoś standardu kulturowego lub religijnego jest uważany zazwyczaj za dziwaka. Nie wypowiem się, czy butelka whiskey w barku jest normalna czy nie, to wszystko powinno zależeć tylko i wyłącznie od danej osoby (jak i wiele innych rzeczy, czego nasze społeczeństwo mimo wszystko nie pojmuje).
Faktem jest także, że obecność w domu alkoholu jeszcze o niczym nie przesądza. U mnie np. zawsze stoi gdzieś kilka (naście) różnych alkoholi, ale to w zasadzie mania kolekcjonerska mego staruszka, który zawsze będąc za granicą jakieś specyfiki w ładnych butelkach przywoził. O ich obecności przypominam sobie zazwyczaj przy otwieraniu barku, gdy potrzebuję coś, co leży po sąsiedzku Problemem nie jest obecność danej substancji, ale jej użycie.
Ostatnio dyskutowałam ze znajomym na temat używek wśród coraz młodszych dzieciaków (gość jest psychologiem w gimnazjum) i doszliśmy do wniosku, że coś, co początkowo może być chęcią zaszpanowania czy spróbowania czegoś nowego, jeżeli nie przekształci się dość szybko w normalne uzależnienie, stanie się ucieczką. Bo szczerze, jak w tym kraju można normalnie wytrzymać, kiedy włączając TV trafiamy na Wassermana zeznającego przed komisją o bieganiu po cmentarzu (swoją drogą, oglądał ktoś? ja się nieźle uśmiałam z relacji na TVN24). W każdym razie, polska młodzież potrafi bawić się bez alkoholu...
napisany przez: KARO, 02-01-2010 - 13:04
Posted: 02.01.2010, 16:57
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2008
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.02.10
postów:
59
KARO mądrze prawisz :"obecność w domu alkoholu jeszcze o niczym nie przesądza.".U nas jest zawsze jakiś alkohol ,ale nikt się jeszcze nie uzależnił od niego , a narkotyków nie było i ...ale to już inny temat
ps.
a w tym roku wypiłem na Sylwestra tylko 100 i... super bawiliśmy się aż do białego rana ..można przywitać Nowy Rok bez alkoholu???...można
pozdrawiam wszystkich cieplutko w 2010 r
Posted: 03.01.2010, 15:17
oceń:
moderator
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
29.05.10
postów:
762
100 czego?
Ja wypiłam trochę coli w sylwestra, a na toast o 12 kazaliśmy sobie zamienić symboliczne kieliszki szampana, które były wliczone w cenę biletu na dzbanek minaralnej I też dobrze było. A bawiliśmy się do 4 chyba
nie polemizuj z idiotą - najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a później pobije doświadczeniem
Posted: 03.01.2010, 17:50
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2008
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.02.10
postów:
59
..."100 czego? "...
2 kieliszki wódki i 2 litry mineralnej gazowanej ,2 kawy ,1 herbatę no i przekąski ...,ale o tym już nie będę pisał ,a bawiliśmy się do ... 2,30
pozdrawiam
Posted: 03.01.2010, 17:58
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
07.09.10
postów:
1027
Ej, czemu wszystkiego po 2 sztuki? Ok, poza herbatką. Dzień Świra?