od zawsze chciałam pomagać innym, starałam się to robić. 3 lata temu zaprzyjaźniłam się z grupą młodych ludzi, leczących się w Monarze, wraz z ich terapeutą. spędziłam z Nimi dużo czasu, niestety odległość pozwala nam spotykać się już tylko w wakacje, co roku tydzień mamy dla siebie. szczególny kontakt nawiązałam z pewnym chłopcem. zawdzięczam mu tak naprawdę wszystko, każdemu z Nich coś zawdzięczam, pokazali mi sens, dodali sił, nauczyli żyć. wiele godzin rozmów z Nimi, przeżywania codziennych trudów, zwierzenia, ciche rozmowy i próby pomocy. to wszystko pokazało mi, że są Ludźmi wartymi zachodu... zdanie, które usłyszałam od terapety zostało mi w pamięci "lubię patrzeć jak z Nimi rozmawiasz, ciebie to cieszy i Im pomaga". jestem w klasie maturalnej, za parę miesięcy, chcę zacząć studiować resocjalizacje, w przyszłości pragnę pomagać ludziom uzależnionym, tak jak Oni pomogli mnie. zastanawiam się... nie, źle... nie chcę tracić czasu, jestem gotowa do poświęceń dla tych ludzi, gotowa oddać czas, zapał i serce, nie zrażać się, bo normalne życie choćby jednego człowieka, jest czymś bezcennym. wolontariat ?! jak to zrobić ? gdzie i jak o to pytać, gdzie iść, z kim rozmawiać ?
pewna obawy są rzeczą normalną ? czy w tym przypadku oznaczają, że się nie nadaje ?
"(...) Tylko tutaj nie muszę być gigantem z moich marzeń, czy karłem z moich strachów, (...) pomagając innym, mogę też odnaleźć siebie."
Posted: 24.12.2009, 00:04
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
grudzień 2009
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
31.12.09
postów:
6
hmm mam odpowiedź na jedno pytanie.
" gdybym przestał się bać
przestał bym walczyć"
powiedział to facet który założył kyokushin karate... nawet w filmie o Nim to jest. Był niepokonanym mistrzem a przed każdą walką się bał. Ostatnio oglądałem wywiad z Nastulą... też przed walką się boi. Strach... każdy postrzega, rozumie go inaczej. Spójrz w głąb siebie i postaraj się go zrozumieć na swój własny sposób.
Posted: 25.12.2009, 19:02
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
26.07.10
postów:
1018
Tylko głupcy się nie boją.
Posted: 25.12.2009, 20:00
oceń:
moderator
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
29.05.10
postów:
762
Idź do konkretnej placówki zajmującej się osobami uzależnionymi i porozmawiaj najlepiej z kierownikiem.
Obawy są normalne, jakbyś ich nie miała to byłoby dziwne.
nie polemizuj z idiotą - najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a później pobije doświadczeniem
Posted: 31.12.2009, 15:25
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
styczeń 2009
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
27.05.10
postów:
19
Wiem, wiem, wolontariat nie oznacza od razu prowadzenia terapii, ale...
z tekstu wnioskuję, że otrzymałaś od nich duże wsparcie, pomoc. Nie bez kozery się pisze, że studenci psychologii albo pedagogiki reso. (skądś to znam ;P) sami mają problemy ze sobą. Nie, nie staram się być złośliwa. Sama kiedyś myślałam, że pomagając innym, pomagam sobie. Okazało się, że jest na odwrót, że trzeba umieć godzić się z porażkami, zwłaszcza podczas wolontariatów tego typu (narkomania, dda, aa) i nie zawsze odnosi się sukces.
Bełkotam myślowo, ale chodzi mi o to, że....hmm, gdybym cofnęła się w czasie, do momentu przed studiami, poszłabym porozmawiać z terapeutą uzależnień, psychoterapeutą odnośnie predyspozycji do pracy, nawet jako wolontariusz
_____________________________________________________
Sowa - mega ściemniacz. Mądrość pojęcie względne.
Posted: 02.01.2010, 10:00
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
28.07.10
postów:
787
Wolontariat to poważny krok. I dobrze moim zdaniem że myślisz o tym jak masz zamiar pracować kiedyś z osobami uzależnionymi. Lecz jedno mnie zaniepokoiło w twojej wypowiedzi a mianowicie -jestem gotowa do poświęceń - i fajnie ale lepiej jak byś lubiła to robić i nie traktowała jako poświęcenia bo Ci sił zabraknie a i będziesz oczekiwała zadość uczynienia z ich strony czyli podziwu czy podziękowań itd. a wtedy możesz się bardzo łatwo zniechęcić do swojej pracy.Ponieważ podziękowań będzie naprawdę mało, oczywiście szczerych podziękowań. Wiem z praktyki że ludzie uzależnieni nie lubią poświęceń a wolą szczerość i prawdę oraz mogą ostro dowalić jak mają zniżkę, więc wolontariat ale taki konkretny nie raz w roku tydzień a stały pomoże Ci bardziej zrozumieć co to jest choroba uzależnień i czy nadajesz się do tego zawodu. Nie zawsze jest tak swojsko i miło bo to naprawdę bardzo ciężka i chroniczna choroba i bardzo miesza w naszej psychice, mózgu itd. Mój syn po ukończeniu leczenia pracował jako wolontariusz w ośrodku leczenia uzależnień, w którym się leczył ( mieszkamy stosunkowo blisko tego ośrodka ok 15 km). Obecnie rozpoczął studia zaoczne na psychologii i jest już zatrudniony w ośrodku na stałe. Jest to ciężka praca, ale jak ktoś to naprawdę lubi to wiele dobra może w życiu zrobić dla innych ale jak słusznie zauważyłaś i dla siebie. Pozdrawiam i udanych wyborów życzę w Nowym Roku Józef
napisany przez: jozefaa, 02-01-2010 - 11:03
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Posted: 04.01.2010, 19:54
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
grudzień 2009
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
09.06.10
postów:
11
dziękuje za wszystkie odpowiedzi... pójdę, porozmawiam.... może akurat znajdą miejsce dla mnie, może mi się uda. Co do ostatniej wypowiedzi, myślałam już o tym kilka razy, wydaje mi się, że kilka słów, podziękowań, które kiedyś usłyszałam od Jednej z takich osób, starczą mi na bardzo długo. Nie chcę, żeby mi dziękowali, chcę mieć świadomość, że robię dobrze i pomagam im, bez żadnego 'podziwu'.
Co powinnam powiedzieć takiemu kierownikowi ośrodka ? najprościej w świecie to wszystko co pisze tutaj... ?