Hmmm. Sław mnie ubiegł
Jeżeli weźmiemy pod lupę moje stosunki z rodzicami, robię się agresywna gdy:
- po raz setny mówię matce, że nie musi sprzątać MOICH ciuchów z MOJEGO fotela w MOIM pokoju, bo jak wrócę jutro to je wrzucę do szafy i będzie git, a ona nadal swoje
- zadaje się mi idiotyczne pytania w stylu "a z kim rozmawiasz?" (tak tylko dla zasady) wiedząc, że informacja ta nic nikomu nie da, bo pacjenta i tak nie znają
- gdy wracam z pracy i słyszę: no ale pizza to nie jedzenie, zjedz obiad
- kolejne pytanie:" co dziś robiłaś w pracy?" i mogę do usranej śmierci tłumaczyć, że instalowałam oprogramowanie do plotera, bo mogę być pewna, że pojawi się pytanie: a co to jest ploter?
- generalnie zadawanie głupich pytań, które i tak nic nie wyjaśniają i jeszcze mniej mają na celu
A JUŻ NAJBARDZIEJ MNIE WK****A, KIEDY PYTAM STARSZYCH: "GDZIE JEST MÓJ KOT?" NA CO DOSTAJĘ ODPOWIEDŹ: "ZADZWOŃ DO NIEGO, MOŻE PIES GO ZJADŁ". <= tak tak, wychowałam sobie rodziców, podłapali moje teksty w stylu: "co? wiadro!" i zabijają mnie moją własną bronią.
Magda, nikt Ci nie da sensownej odpowiedzi jeżeli nie podasz konkretów.
