Mam bardzo poważne podejrzenia, że znajomej osobie, wbrew jej woli podano jednorazowo jakiś środek, który z czasem spowodował u niej objawy paranoi. Wszystkie okoliczności na to wskazują, są też motywy. Bardzo proszę o informacje, czy ktoś przeżył na "własnej skórze" taki przypadek lub miał bezpośredni kontakt z osobą wobec której czegoś takiego użyto. Jest sporo "teoretycznych" informacji na ten temat - jednorazowe podanie m.in. LSD może wywołać u niektórych podatnyvch osób poważne, długotrwałe zaburzenia. Lekarze, do których dotarłem mają jednak na ten temat mieszane uczucia - prawdopodobnie nie mieli do czynienia z takimi przypadkami lub nie chcieli o tym rozmawiać. Błagam o pomoc.
Posted: 20.07.2010, 22:36
oceń:
monarowiec
zarejestrowany:
październik 2009
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
30.08.10
postów:
109
Prawdopodobieństwo takiego zdarzenia istnieje, ale jest znikome.
Posted: 24.07.2010, 21:52
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
czerwiec 2010
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.07.10
postów:
2
Domyślam się, że są to rzadkie przypadki ale ten jest niezwykle wyjątkowy i nie ma innego wyjaśnienia. Ta osoba miała odlot a potem było już coraz gorzej - mimo, że nic nie brała i nie bierze - z racji wykonywanej pracy ma jednak kontakt ze środowiskiem dysponującym różnymi substancjami.
Posted: 25.07.2010, 11:19
oceń:
monarowiec
zarejestrowany:
październik 2009
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
30.08.10
postów:
109
Jeśli stałoby się tak jak piszesz, to pomóc może jedynie dobry psychiatra, ewentualnie toksykolog.
Im szybciej tym lepiej.
Posted: 25.07.2010, 21:32
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
07.09.10
postów:
1027
Tak Ci ta osoba powiedziałam, czy też jakoś sprawdziłeś, że niczego nie brała i nie bierze? Mnie taka pewność zawsze trochę śmieszy, zwłaszcza gdy mówimy o tym w kontekście narkotyków.
A odlot i paranoję można mieć od każdej substancji chemicznej w nadmiarze. Miałam niedawno wątpliwą przyjemność obsługiwać maszynę drukującą na ekologicznym solwencie i mimo wszystkich otwartych okien to nic fajnego. Jednym słowem współczuję chłopakom z pracowni i cieszę się, że nie muszę się tym zajmować na stałe.