Jestem pierdolonym parametrem. Wszystko co robie każdego dnia w pracy jest analizowane przez komputery. Każda minuta pracy, rozmowa z klientem, wystawiony dokument...Wszystko. Aby przeżyć w korporacji wyrabiam parametry, żyje systemem. To już mnie nie męczy. Kiedyś zastanawiałem się, czy dosięgnie mnie robotyzacja życia. Dosięgnęła. Jestem maszyna do nabijania grubej kasy Wa-wie i jestem w tym najlepszy. Nie wiem, czy powinienem się cieszyć, czy płakać ale saldo konta zaciera złudzenia. Żyje dla tej pojebanej firmy i co najgorsze podoba mi się to, że każdego dnia wyniki parametrów handlowych mam na najwyższym poziomie. Potem wracam do domu i......
Robię muzykę, wpadam w studnie, gdzie woda jest czysta i nie pachnie elektroniką i potem klientów. Gdzie jedynym parametrem, jaki muszę wyrobić jest zadowolenie mnie samego.
Moja płyta wreszcie się ukazała. Spory nakład, jak na to że wziąłem się za to sam. Jestem szczęśliwy. Mimo, że wyścig szczurów stara się nas zabić. "Szczurołap" - numer 2 zaraz po intro. Ironia losu? Kiedy to pisałem nie myślałem, że tak wyjdzie.